Pewnie nie każdy pamięta czasy, gdy w szkołach chłopcy toczyli boje z nauczycielami o długość włosów – każdy centymetr to była walka niemal na śmierć i życie. Dziewczynki natomiast próbowały mieć coraz krótsze spódnice i tworzyć coraz odważniejsze fryzury i makijaże. Zmiana mody szła z Zachodu, a ówczesna władza nie bardzo chciała, żeby jej młodzież wzorowała się na amerykańskich aktorach czy muzykach.

Jednak różnego rodzaju subkultury przetaczały się przez nasz kraj za sprawą muzyki, filmu i odzieżowych trendów. Jeśli kinematografia mogła być pod kontrolą, to muzyki nie dało się zatrzymać. Radio Wolna Europa i nielegalnie sprowadzane czasopisma, płyty czy filmy kształtowały młodzież okresu PRLu.

Był taki czas, dla wielu czas beztroskiej młodości, dla innych represji, a jeszcze dla innych okres walki o przemycanie muzycznego bitu pod polskie strzechy.

Niejeden z dzisiejszych osiemdziesięciolatków był bikiniarzem, a ci, którzy dzisiaj nobliwie wczuwają się w role dziadków, zaskakiwali fryzurami punków, hippisów czy poppersów.

Jedną z najważniejszych postaci w polskiej muzyce w czasach wczesnego PRLu był Franciszek Walicki, nazywany ojcem chrzestnym polskiego bigbitu.

Franciszek Walicki był dziennikarzem muzycznym, bardzo zaangażowanym w nowoczesne, zachodnie trendy. W tym czasie muzyka taka jak rock and roll bardzo się u nas rozprzestrzeniała.

Walicki swoje zainteresowania muzyczne w latach 50 tych kierował na jazz, ale szybko zobaczył, że bigbit jest bardzo nośny. Przypisuje się, że to właśnie on na potrzeby PRLowskich realiów stworzył nazwę bigbit, żeby ówczesnej cenzury nie kuła w oczy nomenklatura zgniłego Zachodu, za jaką uważano rock and roll.

Walicki był współtwórcą takich projektów jak Niebiesko Czarni i Czerwono Czarni. Pod pseudonimem Jacek Grań napisał około 45 tekstów, które wykonywali Czesław Niemen, Ada Rusowicz, Tadeusz Nalepa czy Urszula Sipińska. Współpracował też z takimi grupami jak Breakout czy SBB.

Wspominam Franciszka Jana Walickiego, ponieważ miał epizod łódzki. Jego rodzice przez krótki czas mieszkali w Łodzi. Traf chciał, że w tym czasie właśnie tu, na ulicy Kilińskiego urodził się Walicki. Prawdopodobnie wspomnień żadnych związanych z naszym miastem nie zdążył utrwalić, bo rodzice szybko wyjechali, ale cieszy, że w poczet łodzian wpisana jest również jego postać.

Na ulicy Kilińskiego 107 między Tuwima a Nawrot do dziś stoi stary, popadający w ruinę budynek, miejsce narodzin, a bok głównej bramy umocowana jest tablica, upamiętniająca to wydarzenie.

„Czy mnie jeszcze pamiętasz” to utwór wykonywany przez Czesława Niemena, a słowa pod pseudonimem napisał Franciszek Walicki. W niepamięć odchodzą bikiniarze, hippisi, ale muzyka, która kreowała modę tamtych czasów wciąż rozbrzmiewa. Cieszy, że nawet młodzi twórcy potrafią sięgać po utwory Niemena, Nalepy czy Rusowicz. To w tych dźwiękach zachowana jest pamięć o tamtych ludziach, o tamtych czasach.

Bogusław Ciupka