Tytuł niniejszego tekstu może wydawać się prowokacją albo grubą przesadą, niemniej jednak postanowiłem, że musi być mocny i dosadny. Zaraz wyjaśnię, dlaczego. Zapewne przyznacie mi rację.


Niedawno w Sejmie RP trwała debata nad tzw. ustawą łańcuchową, mającą na celu poprawę losu zwierząt trzymanych w gospodarstwach, przede wszystkim psów. Rozumiem, że zwierzę to istota żywa, że może czuć ból i cierpieć. Na pewno nie popieram znęcania się nad zwierzętami i zadawania im bólu. Jest tylko jedno poważne ALE.


W czasie, gdy Sejm RP pochyla się nad cierpieniem zwierząt, stan służby zdrowia można określić jako zapaść albo nawet agonię. Jednym z przejawów tejże zapaści jest zamykanie oddziałów położniczych, co stwarza poważne zagrożenie dla przyszłych matek oraz ich dzieci. Już od jakiegoś czasu zdarzają się w naszym kraju przypadki śmierci kobiet przy porodzie z powodu braku właściwej opieki medycznej, lub też zaniedbań popełnionych przez lekarzy położników. Jeśli dostęp do oddziałów położniczych się zmniejszy, bo będą zamykane z powodu szukania oszczędności w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia, to takich przypadków może być coraz więcej. Zasadnym staje się pytanie, dlaczego nie ma pilnej debaty na temat naprawy systemu opieki zdrowotnej, a debatuje się nad dobrostanem zwierząt? Czy nie jest to szukanie tematu zastępczego? A przy okazji, mógłbym się spytać, jak polska klasa polityczna podchodzi do tematu ochrony zdrowia i życia ludzkiego? Bo mógłbym mieć w tym zakresie poważne zastrzeżenia.


Jako człowiek, który popiera ruchy pro-life, jestem coraz bardziej niezadowolony z podejścia polityków do ochrony życia dzieci nienarodzonych. Mam wrażenie, że Polska zmierza w kierunku całkowitej liberalizacji aborcji, czy inaczej mówiąc przerywania ciąży, które z moralnego punktu widzenia jest niczym innym, jak zabójstwem dziecka w łonie matki. Mimo formalnego zapisu w prawie, że pomoc w aborcji jest karalna, grupy przestępcze typu Aborcyjny Dream Team, bez problemu sprzedają pigułki poronne i nikt ich w naszym kraju za to nie ściga, mimo że mają na sumieniu kilkadziesiąt tysięcy ofiar rocznie. Za to ścigani są ludzie z organizacji pro-life, którzy mają „czelność” protestować przeciwko takiemu status quo i organizować uliczne akcje, podczas których odmawia się różaniec i mówi głośno, że przerywanie ciąży jest zbrodnią.

Jeśli państwo polskie będzie dbać o dobro zwierząt, a gardzić życiem i zdrowiem swoich obywateli, także tych najmniejszych, jak należałoby nazwać taki kraj? Dla mnie Polska staje się krajem, z którego nie mogę być dumny, a raczej powodem do wstydu. Dlatego wybrałem taki a nie inny tytuł niniejszego tekstu. Myślę, że (niestety) trudno się z takim podejściem nie zgodzić. Czy to oznacza, że nie chciałbym być dumny ze swojej Ojczyzny? Jasne, że bym chciał. Ale jest niestety w Ojczyźnie masa rzeczy, które wymagają naprawy. Niektóre nawet pilnej, tak jak wspomniana ochrona zdrowia. Mam świadomość, że przy obecnej władzy naprawienie czegokolwiek w Polsce będzie raczej niemożliwe. Może kiedyś, oby jak najszybciej, nastanie władza, która będzie umiała naprawiać i budować, a nie szkodzić i niszczyć, jak większość dotychczasowych rządów. I która będzie szanować każde ludzkie życie.


POLTERGEIST