Obserwując rozwój wydarzeń w ostatnim czasie, zastanawiam się nad kierunkiem naszego pokolenia. Dokąd zmierzamy? Jakie mamy cele? O co nam w życiu chodzi? Święta Wielkanocne sprzyjają moim rozważaniom. Dla mnie bowiem to przede wszystkim czas zwycięstwa życia nad śmiercią, ale również ogromnej zadumy.

Obserwując rzeczywistość, niestety dochodzę do wniosku, że nasze pokolenie nie wie, dokąd zmierza. W wielu aspektach jesteśmy rozchwiani i niestabilni. Nasze opinie i poglądy są coraz łatwiej manipulowalne, a my sami jak ta chorągiewka na wietrze zmierzamy tam, gdzie nas wiatr akurat poniesie. Zapytacie skąd ten wniosek? Jest podyktowany wieloma obserwacjami. Ale o tym szerzej za chwilę.

BRAK STABILNOŚCI

Każdy już chyba zorientował się dawno, że czasy niepewności gospodarczej, geopolitycznej czy klimatycznej to nasza rzeczywistość. Świat wokół nas zmienia się w zastraszającym tempie, a zmiany technologiczne są szybkie i trudno za nimi nadążyć. Tempo zmian sprawia, że tradycyjne ścieżki życiowe nie są już dla wielu tak oczywiste, jak były niegdyś. Trudno bowiem zaplanować przyszłość, gdy jutro może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Nietrudno wyobrazić sobie jak wpływa to na naszą psychikę. Ludzki mózg jest bowiem tak skonstruowany, że aby człowiek miał poczucie bezpieczeństwa, potrzebuje poczucia kontroli. Ciągła niepewność jest zatem źródłem przewlekłego stresu. Zwiększa się więc również ryzyko wszelkiego rodzaju lęków, depresji czy wypalenia.

PRESJA SUKCESU

Od dłuższego czasu znaczącą rolę w życiu większości odgrywają media społecznościowe. Narzędzie niegdyś będące źródłem rozrywki, dziś kształtuje i narzuca obraz idealnego życia. Presja dorównywania innym i dopasowania do cudzych oczekiwań stała się tak wielka, że stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia człowieka. Ciągłe porównywanie się i próby dopasowania wzmacniają bowiem naszą niską samoocenę i uwydatniają wszelkie kompleksy. Zupełnie bowiem nie zastanawiamy się nad tym, jak bardzo zniekształcone i sztucznie wyolbrzymione są dziś porównania społeczne.

KRYZYS WARTOŚCI

Odejście od tradycyjnych wartości, a w wielu przypadkach również od religii, także nie jest zjawiskiem wpływającym pozytywnie na rozwój cywilizacji. Czy bowiem porzucając jedne wartości zawsze znajdujemy w ich miejsce inne które nadawałyby naszemu życiu sens i kierunek? Niestety wielokrotnie zostaje nam tylko pustka i bezustanne poszukiwanie tego, co się w życiu naprawdę liczy. Dobrnęliśmy już nawet do punktu, w którym pod pretekstem wolności osobistej podważana jest wartość życia ludzkiego. Walczymy o życie zwierząt, a w tym samym czasie jesteśmy zdolni bez mrugnięcia okiem pozbawić życia człowieka. Prowadzi to nigdzie indziej, jak do tzw. kryzysu tożsamości. Bez określonego celu zaczynamy doświadczać pustki egzystencjalnej. Jest to kolejny krok w kierunku zaburzeń nastroju i poczucia kompletnego bezsensu.

PROBLEMY GLOBALNE

Obecna powszechnie narracja kryzysu – czy to klimatycznego, społecznego czy ekonomicznego, również przyczynia się do pogorszenia funkcjonowania społeczeństwa. To dobrze, że mamy świadomość konieczności mierzenia się z wszelkimi wyzwaniami współczesnego świata, jednak stosowana przez rządzących narracja strachu powoduje coraz częściej poczucie bezsilności i braku motywacji, lub odwrotnie, popadamy w skrajne zachowania w przekonaniu, że wymaga się od nas drastycznych metod działania dla ratowania świata, który w rzeczywistości takich działań nie potrzebuje. Gubimy się w wirtualnej rzeczywistości i nie potrafimy już odróżnić i weryfikować co jest faktem a co mitem. Pozwalamy sobą manipulować nie weryfikując w żaden sposób informacji które do nas trafiają. Niestety to również prowadzi donikąd. Psycholodzy już od dawna mówią o zjawisku eco-anxiety czy doomscrollingu. To nic innego jak realne reakcje na przytłaczające informacje. Od takich abstrakcyjnych wyolbrzymionych zagrożeń już tylko krok do paraliżu decyzyjnego i emocjonalnego wycofania.

NADMIAR WOLNOŚCI

Paradoks wyboru opisany szerzej przez psychologa Barrego Schwartza to również realny problem współczesnej cywilizacji. Dzisiejszy świat oferuje nam bowiem ogrom ścieżek do wyboru (wartości, stylów życia, karier). Ta różnorodność jednak, w obliczu braku wzorców, mentorów i ukształtowanych wytartych ścieżek, zamiast pomagać często nas paraliżuje. Trudno bowiem wybrać własną drogę, gdy każda wydaje nam się równie dobra lub zła. Rośnie również ryzyko żalu z dokonanego wyboru. Wymarzona wolność zamiast więc cieszyć, powoduje lęk przed błędami. Za tym natomiast idzie prokrastynacja i spadek satysfakcji z życia. Czy o tym właśnie marzyliśmy?

POKOLENIE -JA-

Największym zagrożeniem współczesnej cywilizacji jesteśmy w mojej ocenie my sami i nasze nastawienie do życia i świata. Coraz większa część społeczeństwa nastawiona jest bowiem tylko na siebie. Ważny jestem ja, moje życie, moje wybory, moja korzyść, moje szczęście, moja kariera, moja wygoda. O ile zdrowy egoizm jest wskazany, o tyle nadmierne nastawienie tylko na siebie bez baczenia na otaczający nas świat i ludzi prowadzi donikąd. Dlaczego? Powodów można by wymienić wiele. Zaczynając od relacji międzyludzkich, gdzie skupienie wyłącznie na sobie nie tylko utrudnia budowanie głębokich relacji i empatię ale również zwiększa poczucie samotności. Relacje wymagają bowiem wzajemności, a egocentryzm ją zaburza i prowadzi do izolacji.

Skupienie wyłącznie na sobie nie tylko ogranicza nam zdolność do przyjmowania krytyki, hamuje zdolność do refleksji i nauki od innych, ale również potęguje lęk i niepokój. Gdy cały nasz świat kręci się wokół „mojego”(sukcesu, życia itd.), równocześnie pojawia się presja sukcesu i lęk przed porażką. Nie wspominając już o potęgowaniu postaw narcystycznych przy tak silnej koncentracji na sobie. Gdy żyjemy w poczuciu wyższości i przekonaniu, że jesteśmy lepsi od innych, ważniejsi, mądrzejsi, bogatsi, zaczynamy traktować ludzi z wyższością. Taka postawa niszczy relacje.

Naukowo udowodniono niejednokrotnie, że postawa egocentryczna tworzy kulturę rywalizacji i obojętności. Gdy każdy myśli wyłącznie o sobie, trudno o empatię czy solidarność. Stajemy się jako społeczeństwo zimni i mniej wspierający. Od dawna powszechnym stało się określenie „znieczulicy społecznej”. Tymczasem psychologia pozytywna jasno wskazuje, iż największy sens w naszym życiu nadaje właśnie działanie na rzecz innych.

Nastawienie wyłącznie na siebie niszczy również związki. Nie bez przyczyny spada liczba małżeństw, a rośnie od lat liczba rozwodów. Związek bowiem opiera się nie tylko na braniu, ale również dawaniu. Tymczasem egocentryzm powoduje, że potrzeby drugiej strony zostają niezauważone lub kompletnie zlekceważone. Jest to najprostsza droga do poczucia samotności w relacji. Przekonanie o wyższości własnych potrzeb nad potrzebami partnera powoduje również niezdolność do kompromisów. A czym innym jest małżeństwo jeśli nie sztuką kompromisu? Związek wymaga współdziałania, a nie ustawiania życia pod potrzeby jednej strony. Takie podejście osłabia zaufanie i więź. Nie można też mówić o szacunku i równości. Z czasem partner ma dość braku zaangażowania drugiej strony co zwyczajnie prowadzi do rozpadu relacji. Nie ma też szans na jej ratowanie w momencie, gdy jedna ze stron jest skupiona tylko na sobie.

QUO VADIS CZŁOWIEKU?

Współczesne pokolenia to są zagubione w świecie nadmiaru możliwości, presji sukcesu i niepewności jutra. Zaczyna brakować nam nie tylko wiary i wartości, ale również jasnych przetartych ścieżek i wzorców, co z psychologicznego punktu widzenia prowadzi do kryzysu tożsamości, lęku i wypalenia. Powszechnie panujący egocentryzm pogłębia te problemy, osłabiając relacje międzyludzkie. Brakuje nam coraz częściej empatii dla drugiego człowieka. Nie znamy znaczenia słowa kompromis czy wzajemność. Zgubiliśmy w swoim pędzie po własne szczęście prawdziwe spełnienie i poczucie sensu. Te natomiast rodzą się z zaangażowania i troski o innych, a nie wyłącznie o siebie. Czy to naprawdę kierunek w którym chcemy podążać? To pytanie pozostawiam Wam czytelnicy do przemyślenia.

Emilia Samson