W niniejszym artykule chciałbym poruszyć temat skandalicznych wypowiedzi polityków z obozu obecnej władzy na temat Donalda Trumpa. Być może temat wydaje się głupi lub banalny, ale wcale taki nie jest, biorąc pod uwagę, że może wpływać na nasze relacje z USA (najważniejszym krajem w NATO) i pozycję naszego kraju na arenie międzynarodowej.

W jednej ze swoich publicznych wypowiedzi Donald Tusk powiedział wprost, że Donald Trump, obecny prezydent elekt USA, został zwerbowany przez rosyjskie służby i jest rosyjskim agentem. Nie wiem, czy pan Tusk ma podstawy do formułowania takich twierdzeń, ale sądzę, że takie słowa można określić jako pomówienie lub zniesławienie, a taki czyn
podlega już pod kodeks karny i może być podstawą do wszczęcia procesu sądowego. Aby nie być gołosłownym, podaję adres, pod którym można znaleźć wspomnianą wypowiedź: https://x.com/obserwujesobie/status/1854178822788128853.

Jeszcze dalej poszła pani Anne Applebaum, żona Radosława Sikorskiego, szefa MSZ w rządzie Tuska. W swoim artykule porównała Donalda Trumpa do Hitlera, Stalina i Mussoliniego. Tekst można przeczytać pod adresem: https://www.theatlantic.com/politics/archive/2024/10/trump-authoritarian-rhetoric-hitler-mussolini/680296.

Wiem, że można kogoś nie lubić, że można się z kimś nie zgadzać, że można mieć od kogoś inny światopogląd lub sympatie polityczne, ale nazywanie kogoś rosyjskim agentem lub porównywanie do Hitlera tylko dlatego, że ma inne poglądy lub należy do innej partii politycznej, jest nie tylko nieetyczne, ale również podpada pod konsekwencje prawne. Można być za takie słowa pociągniętym do odpowiedzialności karnej. Polecam więc wszelkim politycznym pieniaczom, niezależnie od opcji, z której się wywodzą, czasami dwa razy dobrze się zastanowić, zanim cokolwiek się wypowie, bo można później tego
żałować.

Donald Tusk swego czasu bardzo mocno „przymilał się” do prezydenta Rosji – Władimira Putina. Chciał polityki „resetu” z Rosją, o czym zresztą wspominali w swoim reportażu panowie Rachoń i Cenckiewicz. Nie robię tu, broń Boże, reklamy partii PiS, ani telewizji Republika, niemniej jednak zarzuty przedstawione w materiale obu panów są na tyle poważne, że nie da się przejść wobec nich obojętnie. Powstaje pytanie, czy właśnie pan Tusk, poprzez swoje działania, nie mógłby zostać uznany jako rosyjski agent lub przynajmniej kolaborant. Nikogo nie oskarżam, niemniej jednak działania obecnego szefa rządu w tamtym okresie, są dobrym powodem, by postawić mu całą serię trudnych i niewygodnych pytań. Może kiedyś pan Tusk i jego ekipa zostaną postawieni przed sądem i znajdzie się ktoś odważny, kto będzie w stanie takie pytania zadać.

POLTERGEIST