Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta i oczywista, niemniej jednak spróbuję jej udzielić.
Moim zdaniem, Trump wygrał wybory, ponieważ skupił się na kwestiach ważnych dla zwykłych ludzi. Przede wszystkim na gospodarce, której stan przekłada się na dobrobyt obywateli, a także na nielegalnej imigracji, która przekłada się na poziom bezpieczeństwa w kraju. Zupełnie inną drogą poszła jego konkurentka, która skupiła się na kwestiach ideologicznych, takich jak „prawo” do aborcji, czy też prawa mniejszości seksualnych spod znaku sześciobarwnej tęczy. Jak widać, ideologia przegrała z ekonomią i bezpieczeństwem.
Z wielką przykrością muszę stwierdzić, iż obecna władza w Polsce niestety nie idzie po linii Trumpa, tylko jego rywalki. Wdraża ideologiczne projekty typu ograniczanie lekcji religii w szkołach, eliminowanie klasycznych lektur szkolnych i wychowania patriotycznego, nieograniczone „prawa” do aborcji i brak kary za pomoc przy jej wykonaniu, wyrównywanie
statusu związków nieformalnych (w tym także jednopłciowych) z tradycyjnym małżeństwem. W niedługim czasie w szkołach ma pojawić się przymusowa (!) edukacja seksualna, zwana dla niepoznaki edukacją zdrowotną. Mówiąc wprost, nie będzie to żadna „edukacja” dzieci i młodzieży, a raczej systemowa deprawacja i pranie mózgów na lewacką modłę, odbywająca się według wzorców wziętych z Niemiec, gdzie tego typu zajęcia są obecne w szkołach od kilku dekad.
A jak się mają kwestie ekonomii i bezpieczeństwa pod rządami obecnej władzy? Niestety coraz gorzej. Gospodarka zaczyna się sypać, zagraniczne koncerny dokonują grupowych zwolnień pracowników. Budżet państwa ma coraz większy deficyt, a rok 2025 zapowiada się pod tym względem rekordowo (w bardzo negatywnym sensie). Można rzec, że zmierzamy szybko w stronę bankructwa Polski. Publiczna służba zdrowia jest w stanie zapaści, szpitale są mocno zadłużone. Aby było „śmieszniej”, Niemcy zamierzają przerzucić do naszego kraju dziesiątki tysięcy nielegalnych imigrantów, których kilka lat wcześniej bardzo chętnie przyjmowali w swoje progi. Doprowadzi to do sytuacji, że
nad Wisłą coraz częściej będzie dochodzić do kradzieży, gwałtów i zabójstw, o których często słyszymy w wiadomościach telewizyjnych, ale póki co w odniesieniu do krajów takich jak Niemcy, Francja i Szwecja.
Jeśli obecna władza, która ma ewidentne nastawienie lewicowo-liberalne nie zmieni swojego sposobu działania, Polska niebawem stanie się krajem upadłym, tak samo jak Ukraina. Z tą różnicą, że na Ukrainie od około 10 lat trwa konflikt zbrojny, w tym od lutego 2022 roku w wersji pełnoskalowej. Polska będzie takim samym krajem widmem, tyle że bez zniszczeń wojennych lecz stan ogólnego rozkładu w obu państwach będzie podobny.
Podsumowując – przydałby nam się ktoś pokroju Trumpa, ale dbający o polskie interesy. Na pewno kimś takim nie jest Donald Tusk ani Jarosław Kaczyński.
POLTERGEIST
