W rosyjskiej tożsamości zbiorowej od dekad współistnieją dwa wzajemnie się wykluczające paradygmaty. Z jednej strony Rosjanie czczą carat opierający się na chrześcijańskim sacrum — zakończony dramatem brutalnego mordu rodziny Mikołaja II z rozkazu Swierdłowa. Z drugiej strony natomiast, rosyjskie mózgi zainfekowane są wirusem bezbożnego, wojującego marksizmu-leninizmu, który jest dziś rehabilitowany przez Kreml między innymi poprzez proces restalinizacji pamięci zbiorowej. Ten paradoks, w którym czci się równocześnie ofiary i ich oprawców, połączony wspólną ideą sowiecko-ruskiego imperializmu, w którym jednak oba te imperializmy wyrastają ze skrajnie różnych i wzajemnie sprzecznych założeń – tworzy mentalność pełną dysonansów. Z niej właśnie wyrasta współczesny „konserwatyzm” rosyjski. Jest on w swojej istocie pseudokonserwatywny, taktyczny i propagandowy, pozbawiony rzeczywistych trwałych wartości, co opisują badacze rosyjskiej polityki ideowej (vide projekty naukowe Centrum Mieroszewskiego, Wydziału Socjologii UW, Uniwersytetu Wrocławskiego).

Równocześnie Rosja pozostaje państwem represyjnym, intensyfikującym cenzurę i nadzór nad życiem publicznym, nie stroniący od przemocy – z zabijaniem włącznie – czego dowodzą raporty o systemowym wypieraniu wolności słowa i przestrzeni obywatelskiej, mordach politycznych, więźniach sumienia. Wszyscy pamiętamy smutny los Litwinienki, Politkowskiej, Niemcowa, Nawalnego… Z czym do ludzi? To nie jest prawdziwy konserwatyzm, temu nie przyświeca osadzenie w prawdzie, wolności, moralności – to czysty cynizm, oligarchiczna dyktatura KGBistów z pretensjami do tradycji, którą mami się naiwne „ruskie onuce” społeczeństw różnych krajów.

Sąsiad, którego nie wybieramy

A jednak: Rosja jest i pozostanie naszym sąsiadem. Tego nie zmienimy. Ani sankcje, ani wojna, ani kryzysy wewnętrzne w Rosji nie odmienią faktu, że między Polską a Syberią nie ma i nie będzie próżni. Nie ziszczą się raczej marzenia starego górala ze znanego powiedzonka, który „chciałby Polski aż po Ural”, a za Uralem… Niestety dla nas, napięcia polsko‑rosyjskie mają charakter strukturalny i sięgają głębokich warstw historii, od średniowiecznych i nowożytnych wojen, rozbiorów, aż po okupację sowiecką i współczesne ataki hybrydowe. To starcie ducha buntu i wolności z duchem poddaństwa, strachu i imperializmu eksportującego na siłę swój „ruski mir” do innych krajów.

A jednak, gdy przychodzi do spraw poważnych i działań, które mogą cokolwiek zmienić, Polska musi patrzeć na Rosję nie przez pryzmat myślenia życzeniowego i emocji, lecz własnej racji stanu i realnych możliwości. Wymaga to asertywności zanurzonej w trosce o własne państwo, ale bez histerii i nieszczęsnego „machania szabelką”, które na przestrzeni wieków nieodmiennie prowadziło do tragicznego upuszczania polskiej krwi, i to tej poświęcanej w dużej mierze przez nasze elity… Jak powinniśmy reagować na rosyjskie działania sabotażowe, dezinformację, presję hybrydową, od cyberataków po fizyczne akty destabilizacji infrastruktury w naszym kraju? Na pewno nie strachem i nie gardłowaniem. Emocje nigdy nie były i nie są dobrym doradcą w sprawach wagi państwowej. Nie powinniśmy też rzucać się na barykady „za wolność naszą i waszą”, angażując się w wojnę za naszą wschodnią granicą. Mimo, że nie do końca zgadzam się z braunowskim stwierdzeniem To nie nasza wojna (bo wojna ta ma daleko idący wpływ na naszą rzeczywistość), pchanie palców między drzwi poprzez bezpośrednie zaangażowanie w konfikt rosyjsko-ukraiński może mieć dla nas skutek po prostu opłakany. Nie słuchajmy więc otaczających nas podżegaczy wojennych, a ich nie brakuje.

Mądre państwo w trudnym sąsiedztwie

W tle toczy się jeszcze jeden proces, o którym Polacy nigdy nie powinni zapominać: jest to tradycyjne niemiecko‑rosyjskie porozumienie „ponad naszymi głowami”. Historia Europy dobitnie udowodniła, że Berlin i Moskwa potrafiły znajdować wspólny interes kosztem Polski — od XVIII‑wiecznej likwidacji naszego państwa po najnowszy przykład gazociągów Nord Stream. Dziś ten tandem zamrożony jest przez rosyjską inwazję na Ukrainę, ale naiwnością byłoby sądzić, że jego zakusy zniknęły na zawsze. „Stara miłość nie rdzewieje” — to mądre powiedzenie może być prawdą również w geopolityce. Jeżeli natomiast chcemy neutralizować powyższe zagrożenie wyłącznie poprzez totalne „zawierzenie” i ślepe podporządkowanie naszemu kapryśnemu sojusznikowi nr 1, jakim są Stany Zjednoczone, to jest to myślenie nie tylko naiwne i krótkowzroczne, ale i groźne – oby nie zgubne.

Dlatego moim zdaniem konieczny jest powrót do polityki równowagi między potęgami, ale nie prowadzonej w duchu przedwojennej naiwności sanacyjnej i jej manii wielkości podlanej kolesiostwem i gęstym sosem hurra-propagandy. Powinniśmy inspirować się ideą „gry na wielu fortepianach”, lecz powinniśmy czynić to mądrzej: z chłodną głową, mocnym osadzeniem w realiach, w oparciu o rzeczowe i obiektywne analizy, ze świadomością, że Polska — jako państwo przyfrontowe NATO — musi wzmacniać własną obronność, odporność na liczne zagrożenia i inteligentnie korzystać z dźwigni, jakie daje nasze bardzo specyficzne położenie geograficzne.

Asertywność zamiast iluzji

Racjonalna polska strategia wobec Rosji mogłaby opierać się na czterech filarach:

  • Asertywnego stawiania granic — tam gdzie chodzi o bezpieczeństwo, suwerenność i prawdę historyczną.
  • Stałej odporności na wojnę hybrydową — od informacji po infrastrukturę.
  • Świadomego balansu geopolitycznego, wolnego zarówno od rusofobicznego amoku, jak i myślenia życzeniowego.
  • Realizmu, nie resentymentu — polityka to zawody długodystansowe, a nie rewanż w afekcie.

Rosja nie musi być naszym przyjacielem. Jest natomiast sąsiadem — i dlatego Polska musi dysponować prawdziwą długofalową strategią zamiast emocjonalnych i reaktywnych działań ad-hoc. Strategia ta powinna być oparta na prawdzie, w tym historycznej, co jest naszą silną bronią, ale też: sprawczości naszych instytucji — gdy już zostaną wyczyszczone z postkomunistycznych, agenturalnych wpływów (nadal wierzę, że to kiedyś jednak nastąpi) — oraz spokojnych, rzeczowych i celowych, długofalowych działań opartych na empirycznych analizach.

Tak wyobrażam sobie dojrzałą politykę zagraniczną wyrastającą ze świadomości geopolitycznej.

Zatem – działajmy dla Polski! Kto i jak może. Tylko spokojnie…

Jan Wolski