Powyższe pytanie wydaje się być co najmniej dziwne lub niestosowne, niemniej jednak wydaje mi się, że jest ono jak najbardziej zasadne. Pewne przypadki, które ostatnio przewijają się w doniesieniach medialnych, każą podawać w wątpliwość etykę i moralność ludzi z wyższych sfer. Przejdźmy zatem do rzeczy i dokonajmy krótkiej analizy faktów.

Najbardziej głośną sprawą z ostatnich dni jest sprawa Epsteina i jego powiązań z wieloma znanymi ludźmi, w tym politykami (przede wszystkim z Europy i USA), a także członkami rodzin królewskich z niektórych krajów europejskich. Jeffrey Epstein, amerykański finansista i milioner, wywodzący się z rodziny żydowskiej o polskich korzeniach, był postacią równie ciekawą, co kontrowersyjną. Stworzył system rekrutacji młodych kobiet, a nawet nieletnich dziewcząt, do świadczenia usług seksualnych bogatym i wpływowym mężczyznom. Był również podejrzewany o molestowanie, a nawet wykorzystanie seksualne nieletnich dziewcząt. Na swojej prywatnej wyspie Little Saint James, znajdującej się w archipelagu
Wysp Dziewiczych, zorganizował prywatny ośrodek wypoczynkowy, zwany rajem dla pedofilów. Dziewczyny były przywożone na wyspę prywatnym samolotem, który został przez Epsteina nazwany „Lolita Express”.

Wiadomo, że tego typu działania prędzej czy później spowodują konflikt z prawem. Pierwszy raz Epstein został skazany w 2007 roku na 18 miesięcy więzienia, pod zarzutem molestowania nieletnich oraz kontaktów seksualnych z nieletnimi. Wyrok mógł być o wiele wyższy, ale Epstein poszedł na układ z prokuraturą. Oprócz kary więzienia, Epstein był
zobowiązany wypłacić odszkodowanie około 30 osobom, które były ofiarami wykorzystania seksualnego. Drugi raz został aresztowany w lipcu 2019 roku. Zmarł w areszcie w nocy z 9 na 10 sierpnia 2019 roku. Okoliczności jego śmierci są na tyle niejasne, że do dzisiaj stanowią pożywkę dla teorii spiskowych. Są nawet spekulacje, że jego śmierć była mistyfikacją, a on nadal żyje i być może przebywa na wolności.

Inną sprawą, w której przewijają się ludzie z wyższych sfer, jest sprawa snajperskiego safari w Sarajewie. Jest to sprawa może mniej nagłośniona medialnie, ale równie szokująca, a może nawet bardziej niż przypadek Epsteina. Dotyczy ona poważnych przestępstw, popełnionych przez tzw. turystów-snajperów, podczas oblężenia Sarajewa przez armię
serbską, które miało miejsce od kwietnia 1992 roku aż do końca lutego 1996 roku.

W czasie trwania oblężenia Sarajewa, bogaci ludzie, pochodzący przede wszystkim z Włoch, USA i Rosji, pojawiali się na pozycjach zajmowanych przez serbskich snajperów i urządzali sobie polowanie na ludzi. Płacili przedstawicielom armii serbskiej duże pieniądze, aby uzyskać pozwolenie na zajęcie pozycji strzeleckich wokół oblężonego miasta, oraz możliwość strzelania do jego mieszkańców. Strzelali z karabinów wyborowych do każdego, kto pojawił się w polu widzenia, łącznie z kobietami i dziećmi. Tego typu „wyczyny” można zakwalifikować jako zbrodnię wojenną.

Prokuratura we Włoszech bada udział obywateli tego kraju w powyżej opisanym procederze. Do wszczęcia śledztwa w tej sprawie przyczynił się Ezio Gavazzeni, włoski dziennikarz i pisarz, który przez lata zbierał materiały dotyczące tej sprawy. Udało mu się nawet zidentyfikować kilku sprawców zbrodni sprzed lat. Jest szansa, że przynajmniej kilku morderców poniesie za swoje dawne czyny odpowiedzialność karną. Chciałbym, żeby tak się stało.

POLTERGEIST