Rezygnacja = porażka?
Wszyscy wiemy, że życie rzadko bywa pasmem samych sukcesów i radości. Czasami mamy wokół siebie więcej czerni czy szarości. Czasami coś jest dla nas za trudne, coś nas przerasta lub jest zwyczajnie nieodpowiednie. Wtedy zaczynamy zastanawiać się czy walczyć dalej. Czy może lepiej byłoby odpuścić?
W naszej kulturze bardzo stawiamy na wytrwałość. To dążenie do celu i determinacja w jego osiągnięciu są godne podziwu. Rezygnacja natomiast kojarzy nam się głównie z porażką. Odpuszczając mamy poczucie przegranej. Stajemy się tymi „beznadziejnymi, którzy nie dali rady”. Ogarnia nas ból, związany ze stratą, której doznajemy. Im bardziej jesteśmy związani emocjonalnie z obiektem rezygnacji tym to poczucie straty jest w nas większe i silniejsze. Najczęściej zupełnie nie możemy sobie wyobrazić, że rezygnacja może być czymś pozytywnym w naszym życiu. Spróbujmy sobie wyobrazić w tym punkcie pracownika w firmie XXX – Jana Kowalskiego. Jan jest dobrym i oddanym pracownikiem. Ma dużą wiedzę i lata doświadczenia, dobrze zarabia. Firma, w której jest zatrudniony od wielu lat ma w zasadzie tylko jedną wadę – mobbing tutaj to codzienność. Jan regularnie jest poniżany, zastraszany i słyszy przytyki na swój temat. W rozmowach z bliskimi wielokrotnie pada propozycja, aby nie dawał się tak dłużej traktować i zmienił pracę. Jan jednak nadal nie odchodzi. Ciągle wierzy, że coś się zmieni. Może ludzie, może sytuacja? Nie wierzy natomiast w siebie i swoje możliwości. Wychodzi z założenia, że lepszej pracy nigdzie nie znajdzie. Ma przekonanie, że nie wolno mu się poddać, bo to będzie oznaczało porażkę. Do tego dochodzi przywiązanie do ludzi, z którymi współpracował na co dzień. Jest przekonany, że jeśli zostawi przyjaciół to będzie to zdrada. I z takim właśnie przekonaniem tkwi w pracy, która niszczy go nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Zupełnie nie przyjmuje do wiadomości, że w jego przypadku rezygnacja byłaby mega sukcesem i przyniosłaby wiele pozytywnych skutków. Tak właśnie działa w pierwszym odruchu nasza psychika. Jak to zmienić? Czy w ogóle da się to zmienić? Nie jest to proste, ale jest możliwe.
Jak rezygnować z poczuciem zwycięstwa?
Choć na początku jesteśmy przekonani, że dążenie do celu to jedyny słuszny wybór, warto pracować nad zmianą tych przekonań, by w konsekwencji uświadomić sobie, że zmiana, rezygnacja również jest opcją i to znacznie lepszą od trwania w swoim uporze. Warto bowiem wiedzieć, kiedy odejść. Zapytacie jak nad tym pracować? Spróbuję odpowiedzieć na to pytanie w tym artykule.
Rachunek sumienia w myśl teorii Einsteina
Cytując Einsteina: „Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów.” Swoje przymiarki do rezygnacji powinniśmy więc rozpocząć od rachunku sumienia. Bilans zysków i strat powinien być pierwszym elementem w drodze do zmian. Często ciężko nam zmienić coś, w co włożyliśmy masę czasu, energii czy pieniędzy. Nie patrzymy jednak obiektywnie do przodu. Dlatego właśnie powinniśmy dokładnie przeanalizować, czy przewidywane straty, bez względu na ich charakter nie przewyższają zysku. W tym zadaniu może pomóc ci proste ćwiczenie. Weź kartkę (lub jak wolisz pusty arkusz w komputerze) i podziel ją na dwie części. Na jednej połowie zapisz na górze hasło: „działam dalej” i pod spodem rozbij je na dwie rubryki- plusy i minusy. Na drugiej połowie postąp podobnie- zapisz hasło „zmiana kierunku” i również podziel na plusy i minusy. Następnie zrelaksuj się, oczyść umysł ze zbędnych myśli i postaraj się zapełnić wszystkie rubryki. Czasami to, co nie widoczne dla umysłu staje się bardziej klarowne, gdy zostaje przelane na papier. Jeśli dostrzeżesz czarno na białym, że rezygnacja ma zdecydowanie więcej korzyści, łatwiej będzie ci się na nią zdecydować.
Zmiana kierunku
To w jaki sposób mówimy i myślimy o rezygnacji również wpływa na sposób jej postrzegania. Dlatego ważnym jest, by nie wypowiadać się o niej z negatywnym wydźwiękiem. Jeśli to słowo naprawdę tak źle ci się kojarzy, zastąp je innym o podobnym znaczeniu, ale bez negatywnych skojarzeń. Ja bardzo lubię zwrot „zmiana kierunku”. Nie tylko nie ma negatywnego wydźwięku, ale jednocześnie uświadamia, że ten koniec niesie za sobą coś nowego. Wskazuje nowy kierunek, mówi, że dokądś zmierzam. Nie wprawia mnie w poczucie przegranej, a sprawczości. Pozwala poczuć się prekursorem zmian w swoim życiu. Przekonuje, że nic nie przegrałam. Wręcz przeciwnie – stałam się tą odważną, która chwyciła życie za rogi i postanowiła wycisnąć je jak cytrynę zamiast biernie czekać na cud, który nigdy sam się nie wydarzy. Spróbuj znaleźć swoje słowo klucz, które pomoże ci w drodze do zmiany kierunku.
Lekcja życia
Stojąc na rozdrożu, przed decyzją o rezygnacji warto pamiętać, że na tej drodze nie jesteśmy sami. Każdy z nas kiedyś dochodzi do punktu, w którym musi podjąć decyzję co dalej. W myśl teorii, że rezygnacja jest porażką musielibyśmy dojść do prostych wniosków, że każdy z nas był kiedyś przegrany i pewnie nie raz będzie. To kiepska wizytówka, nie sądzisz? Dlatego właśnie nie warto traktować rezygnacji jako porażkę. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest podejście do niej jak do zmiany kierunku. Dlaczego?
Zmiana kierunku pozwala nie tylko znaleźć sens, ale również daje nam niesamowitą lekcję na przyszłość. Dlatego warto zawsze w takiej sytuacji dokonać analizy całej sytuacji. Ocenić już teraz, post factum co poszło super, a gdzie popełniliśmy błędy. Na chłodno będziemy już w stanie inaczej podejść do tematu, co sprawi, że nasze osądy będą bardziej obiektywne. Takie rozważania, o ile podejdziemy do nich poważnie, mogą pomóc nam w przyszłości uniknąć powtarzania tych samych błędów. Wykorzystaj więc maksymalnie to doświadczenie.
Kiedy odpuścić?
Na pytanie, kiedy zrezygnować nigdy nie będzie jednoznacznej odpowiedzi. Nie ma też idealnej recepty na to by ocenić, czy rezygnacja jest właściwa. Każdorazowo musimy podejść do tego pytania indywidualnie. Jak więc podjąć tę trudną decyzję? Kogo prosić o radę? Gdzie szukać wsparcia?
Oczywiście możesz poprosić o radę rodzinę, przyjaciół. Pozostaje tylko jedno małe ale. To nie będzie już twoja świadoma decyzja. Przerzucisz część odpowiedzialności na drugą osobę i gwarantuję, że nawet jeśli przez chwilę będziesz się z tym czuć dobrze, to z czasem zrozumiesz, że to nie był dobry krok. Dlatego właśnie najlepszym rozwiązaniem w sytuacji patowej jak trudna decyzja o rezygnacji jest słuchanie własnej intuicji. To właśnie ona jest najlepszym przyjacielem człowieka, wie najlepiej, co będzie dla ciebie dobre. Pamiętaj jednak, by zaufanie do intuicji podzielić z zaufaniem do rozumu. Wypośrodkuj te dwie kwestie, by uniknąć rzucania się na głęboką wodę bez koła ratunkowego. Gdy np. intuicja podpowiada ci, żebyś zainwestował wszystkie oszczędności na giełdzie, a rozum mówi, że masz dziecko w drodze, lub finansowe zobowiązania, warto zważyć co jest dla ciebie priorytetem i podjąć decyzję przy pomocy nie tylko intuicji, ale i rozsądku. Oba te narzędzia są warte rozwijania i wykorzystywania przy podejmowaniu decyzji.
Akceptacja rzeczywistości kluczem do sukcesu
Na koniec pozostaje nam jeden ważny aspekt – akceptacja. Jesteśmy tylko ludźmi. Musimy nauczyć się, że nie na wszystko co dzieje się w naszym życiu mamy wpływ. Oczywiście to nie oznacza, że zawsze musimy odpuszczać i nigdy nie walczyć. Jednak, gdy dojdziemy do pewnego wniosku, że nie możemy nic zmienić w sytuacji w jakiej się aktualnie znajdujemy, warto to zaakceptować i zwyczajnie zmienić kierunek. Przypomnijmy sobie Jana. Gdyby uświadomił sobie, że nie zmieni postępowania przełożonych, byłoby mu znacznie łatwiej podjąć decyzję o odejściu. Tkwienie w tym punkcie wynikało m.in. z przekonania, że może coś zmienić. To rodziło w nim nadzieję na poprawę sytuacji. Gdyby zaakceptował fakt, że jest pozbawiony wpływu na zmiany, zapewne zdecydowałby się odejść.
Zaakceptowanie sytuacji jest zawsze swego rodzaju wstępem do zmiany na lepsze. Zmianę kierunku warto zawsze postrzegać jako szansę na lepsze, a z obiektu rezygnacji wyciągać lekcję na przyszłość.
„Czasem, gdy musimy z kogoś zrezygnować, najtrudniej sobie uświadomić, że nigdy nie był nam przeznaczony.” – Rebecca Serle
Emilia Samson
