Dziecko wojny i komunizmu. Syn Boga i Kościoła. Strażnik wiary w czasach pogardy. Trudne Konklawe. Przewodnik duchowy powstania Solidarności. Papież nadziei stanu wojennego. Pielgrzym pokoju i jedności. Miłośnik Matki Natury. Ostatnia godzina – 21:37. Wpływ, który trwa. Papież Polak, który 20 lat później dalej jednoczy zwaśnionych. W Polsce i na świecie.
„Ojcze nasz ..”. Babcia nauczyła mnie mówić „paciorek” kiedy byłem dzieckiem, miałem cztery lata. W niedziele wychodziliśmy z babcią na podłęczyckie łąki i zwróceni twarzą w kierunku kościoła w Górze Świętej Małgorzaty, który widać było na wzniesieniu prawie na horyzoncie, w aureoli ostro świecącego słońca, takiej jakie mają Święci Pańscy na obrazach, na tle polskiego błękitnego nieba, patrząc na zielone łąki aż po sam horyzont, na dźwięk dzwonu rozpoczynającego mszę, który słychać było aż tak daleko, zaczynaliśmy się modlić.
W czasie niemieckiej okupacji Polski w czasie II Wojny Światowej babcia straciła nogę na robotach przymusowych „u Niemca”. Nigdy nie otrzymała renty inwalidzkiej od komunistycznego rządu Polski Ludowej. Na przydział protezy musiała czekać ponad 20 lat. Do tego czasu chodziła na jednej nodze i pracowała w gospodarstwie, czasem kilka kilometrów od domu, podpierając się krzesłem. Urodziła też dziecko. Dojazd furmanką do najbliższego kościoła na mszę zabierałby cały dzień, dlatego babcia „kuśtykała” ze mną na łąkę, żeby tam się modlić. „Bóg jest wszędzie. I zawsze. I na wieki wieków.” – mówiła babcia. Dziwny był ten polski komunizm. Potężna była wiara w Boga.
Już dwadzieścia lat mija w tym roku, Roku Pańskim AD 2025, odkąd pożegnaliśmy na wieki wieków jednego z najwspanialszych w naszej całej narodowej historii Polaka – Karola Wojtyłę. W całym szerokim świecie znanego bardziej jako Papież Kościoła Rzymsko-Katolickiego Jan Paweł II. Pożegnaliśmy, pamiętamy, czcimy i dbamy o pamięć tego człowieka – symbolu, który był wzorem polskiego patriotyzmu w trudnych latach II Wojny Światowej 1939-1945 i w czasach rosyjskiego komunizmu w Polsce lat 1939-1989. Wspaniałego papieża, który był duchowym przewodnikiem całego, a nie tylko katolickiego świata. Uosobieniem dobra i dobroci i symbolem nadziei dla milionów cierpiących, prześladowanych i gnębionych.
W tamten wiosenny wieczór, 2 kwietnia 2005 roku, o godzinie 21:37 czas jak gdyby skończył się. Symbolem końca epoki stało się zamknięcie przez wiatr w czasie ceremonii pogrzebowej, rozłożonej na prostej drewnianej trumnie Jana Pawła II, Biblii. Przejmujące metafizyczne wrażenie. Jak gdyby sam Pan Bóg osobiście brał do siebie do Raju tego wspaniałego człowieka. Serca nie tylko Chrześcijan na całym świecie, szczególnie Polaków w Polsce i rozproszonych dosłownie po wszystkich kontynentach, ale wszystkich ludzi dobrej woli, pulsowały w tych dniach pożegnania jednym rytmem, w skupieniu, ciszy i modlitwie, w pojednaniu z Bogiem, myślami ze świętym człowiekiem, którego cieleśnie już z nami nie było. W Polsce ogłoszona została sześciodniowa żałoba narodowa. Duchowo Papież Jan Paweł II Polak Karol Wojtyła pozostaje w naszych sercach, duszach i umysłach i dziś i na wieki wieków.
Dziecko wojny i komunizmu. Syn Boga i Kościoła.
Karol jako dziecko stracił matkę i brata. Ojca jako młodzieniec. Dojrzewając w mroku biedy, wojny i przemocy, kształtował się pod niemiecką okupacją i, później, rosyjskim komunizmem. Młodość przyszłego Papieża naznaczona była osobistymi tragediami i przerażającymi doświadczeniami w kraju, gdzie śmierć z rąk okupantów była nagła, masowa i codzienna. Wiara w Boga i Kościół Katolicki były często jedyną ostoją duchową i często fizyczną dla milionów, nie tylko katolików.
„Kiedy ratujesz jedno życie, ratujesz cały świat”.
Dotyczy to również życia już poczętego, a jeszcze nie narodzonego. Od strony przeżyć życiowych Karol Wojtyła był dzieckiem wojny i komunizmu. Z punktu widzenia rozwoju duchowego przyszły Papież Jan Paweł II był synem Boga i Kościoła. Taki pozostał przez całe swoje życie. Wrażliwy na krzywdę ludzką, czuły dla potrzebujących, oddany Kościołowi, wierny Polsce.
Karol Wojtyła urodził się 18 maja 1920 roku w Wadowicach. Mama Karola – Emilia Wojtyła – zajmowała się wychowywaniem rodziny i dorabiała jako szwaczka. Zmarła w 1929 roku, gdy Karol miał zaledwie 9 lat. Jeżeli sami nie byliśmy w podobnej sytuacji, to możemy sobie tylko wyobrazić, jak przerażające musiało to być dla małego Karolka. Starszy brat, Edmund Wojtyła, lekarz, zaraził się szkarlatyną od jednej ze swoich pacjentek i zmarł w 1932 roku. Tylko 3 lata po śmierci mamy. Karol miał wtedy tylko 12 lat. Tata, również Karol Wojtyła (senior), zmarł w czasie okupacji niemieckiej w 1941 roku, kiedy Karol miał 21 lat.
Ojciec przyszłego Papieża był emerytowanym wojskowym i głęboko wierzącym katolikiem. Był bardzo opiekuńczy, szczególnie po śmierci żony i starszego syna. „W ostatnim okresie życia był już słaby fizycznie, ale bardzo silny duchowo” – tak wspominał swojego tatę Jan Paweł II, który w swoich wspomnieniach pisał, że śmierć taty szczególnie nim wstrząsnęła, ponieważ „wtedy został już zupełnie sam na świecie”. Sam w doczesnym świecie. W Karolu, przyszłym Papieżu, coraz bardziej rosło poczucie wiary i więzi duchowej z Bogiem i powołania do służby Bogu. Szczególną rolę w życiu duchowym Karola coraz bardziej odgrywała Matka Boża, którą traktował jak swoją emocjonalną matkę.
Lolek, tak zdrobniale w dzieciństwie nazywano małego Karolka, miał jeszcze siostrzyczkę – Olgę, która zmarła 16 godzin po urodzeniu 7 lipca 1916. Pomimo tego, że przyszły Papież urodził się cztery lata później, traktował Olgę jak swoją rodzoną siostrę. Wspominał ją m. in. w opublikowanym po śmierci testamencie, na równi z rodzicami i bratem.
Strażnik wiary w czasach pogardy. Tragiczne czasy okupacji niemieckiej w życiu Karola Wojtyły.
W 1939 roku Karol Wojtyła miał 19 lat. Właśnie zaczął studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie, kiedy Niemcy aresztowali i wymordowali profesorów uczelni i zamknęli uniwersytet podczas tzw. Sonderaktion Krakau [„Akcja specjalna Kraków”].
Aby uniknąć wywózki na roboty przymusowe do Niemiec, żeby utrzymać siebie i chorującego ojca, i żeby po prostu przeżyć, młody Karol wykonywał bardzo ciężkie i niebezpieczne prace fizyczne. Najpierw w kamieniołomie w Zakrzówku pod Krakowem, później w fabryce chemicznej Solvay.
Po śmierci ojca w 1941 roku, w czasach, kiedy hitlerowskie Niemcy mordowały polskich kapłanów, Wojtyła rozpoczął studia w podziemnym seminarium duchownym. Pomimo groźby kary śmierci działał w konspiracyjnych tajnych kompletach (tajnym nauczaniu) i w tajnym seminarium duchownym w Krakowie, prowadzonym przez arcybiskupa Adama Stefana Sapiehę. Brał także udział w konspiracyjnym Teatrze Rapsodycznym, który podtrzymywał ducha narodowego, odgrywając polską klasykę literacką w prywatnych mieszkaniach. Wszystko to pod groźbą przerażająco okrutnych tortur i kary śmierci z rąk okupanta niemieckiego w przypadku wykrycia.
Podczas niemieckiej okupacji Krakowa Karol Wojtyła widział jak Niemcy i ich współpracownicy mordowali niewinnych ludzi – obywateli przedwojennej Polski. Widział codzienne łapanki i ludzi wywożonych na roboty przymusowe. Widział egzekucje na ulicach. Wspominał, że widok rozstrzeliwanych Żydów, zakatowanych więźniów i zrozpaczonych rodzin był czymś, co zostawiło w nim głęboką emocjonalną bliznę na całe życie. Często mówił o tym w swoich wspomnieniach i homiliach.
Niemal wszyscy żydowscy przyjaciele Karola z dzieciństwa z Wadowic – obywatele Polski okresu 20-to lecia międzywojennego – zginęli w obozach koncentracyjnych lub podczas akcji likwidacyjnych. Jednym z najbardziej wstrząsających dla niego wydarzeń była likwidacja krakowskiego getta w Kazimierzu, podczas której Niemcy masowo, systemowo i systematycznie mordowali Żydów na miejscu lub wywozili na śmierć do obozu w Auschwitz.
Wtedy właśnie, na przekór wszechogarniającemu okrucieństwu, którego był świadkiem, młody Karol Wojtyła jeszcze bardziej utwierdzał się w przekonaniu i wierze, że miłość, dobro i przebaczenie są silniejsze od nienawiści i przemocy.
Trudna walka o Kościół Rzymskokatolicki w czasach komunistycznego PRL.
W czasach, gdy komunistyczna władza zamykała seminaria, likwidowała religię w szkołach, niszczyła krzyże w przestrzeni publicznej i prześladowała duchownych, Wojtyła organizował spotkania młodzieży w górach i lasach, odprawiał msze na skałkach, prowadził wykłady, głosił homilie, w których bronił godności człowieka, prawa do wolności sumienia i wyznawania Boga.
Walczył o Kościół ucząc wiernych jak budować wolność wewnętrzną na przekór otaczającemu złu. Na swoim przykładzie pokazywał, że nawet w zniewolonym kraju można być wewnętrznie wolnym, że Kościół to nie tylko budynki i struktury, ale przede wszystkim wspólnota ludzi wierzących, noszących Boga w „sercu, duszy i umyśle” i wyznających swoją wiarę i „miłość do bliźniego swego” „każdą swoją myślą i uczynkiem”.
W morzu przemocy, wyzysku, obłudy i ucisku komunizmu sowieckiego w Polsce, Kościół Rzymskokatolicki stał się jedyną prawdziwą powszechną ostoją wolności, niezależności i ludzkiej godności. Jego duchowi przywódcy, tacy jak Karol Wojtyła, kardynał Stefan Wyszyński, i później ksiądz Jerzy Popiełuszko i wielu innych cichych, odważnych kapłanów i sióstr zakonnych nieśli nie tylko wiarę, ale i nadzieję, gdy cała reszta narodu była poddana brutalnej kontroli władzy.
Karol Wojtyła, już jako biskup i metropolita krakowski, współtworzył ten front duchowego oporu razem z kardynałem Stefanem Wyszyńskim. Wyszyński był nieugięty, wierny zasadom i bezkompromisowy wobec komunistycznych władz. Gdy w latach 50-tych na polecenie Stalina został internowany, zamiast zabity (Stalin uważał, że Wyszyńskiego trzeba złamać i skłonić do współpracy z komunistami, zamiast zabić, co stworzyłoby anty-komunistycznego bohatera narodowego Polaków), to właśnie młody wiekiem, ale dojrzały emocjonalnie Wojtyła przejął odpowiedzialność za duchowe życie wiernych w południowej Polsce.
Wyszyński był dla Wojtyły autorytetem i duchowym ojcem. Już jako Jan Paweł II wielokrotnie powtarzał, że bez Prymasa Tysiąclecia nie byłoby papieża Polaka.
W czasach Solidarności lat 80-tych XX wieku, obok nich, pojawił się, między innymi, ksiądz Jerzy Popiełuszko — młody, odważny kapłan, kapelan robotników i niezłomny kaznodzieja. Jego kazania, wygłaszane w warszawskim kościele św. Stanisława Kostki, były jak duchowe manifesty przeciwko kłamstwu, przemocy i zniewoleniu. Popiełuszko głosił Ewangelię wolności, prawdy i miłości. Kiedy za swoją postawę został brutalnie zamordowany przez funkcjonariuszy SB w 1984 roku, Karol Wojtyła już jako Jan Paweł II natychmiast nazwał świętej pamięci księdza Jerzego Popiełuszko „męczennikiem prawdy”.
Obok tych najbardziej znanych, było wielu innych działaczy religijnych i laickich, którzy kultywowali katolicką tradycję Narodu Polskiego. Biskup Ignacy Tokarczuk na Podkarpaciu, arcybiskup Bronisław Dąbrowski w Warszawie i tysiące anonimowych kapłanów, sióstr zakonnych i po prostu „zwykłych” ludzi, takich jak moja babcia i koleżanki i koledzy z Ruchu Oazowego, którzy dzień po dniu, mimo szykan i inwigilacji, nieśli ludziom nadzieję i bronili tego, co polskie, niezależne, prawdziwe, „słuszne i sprawiedliwe”.
Chociaż Kościół w Polsce w czasach Polski Ludowej był miejscem, gdzie, wydawało się, można było mówić prawdę, nawet tam trzeba było uważać. Pomimo tego, że msze święte, pielgrzymki, katechezy i homilie stawały się manifestacjami wolnego ducha Narodu, którego komunistyczna władza nie potrafiła ani w pełni kontrolować, ani całkowicie zatrzymać, ani złamać, środowisko religijne było inwigilowane, w części skomunizowanie i nawet wśród księży i sióstr zakonnych byli tajni pracownicy służb bezpieczeństwa (SB/UB) i po prostu płatni i dobrowolni donosiciele.
Karol Wojtyła, jako młody ksiądz, biskup, a później arcybiskup Krakowa, stanął do walki słowem i modlitwą o Kościół Rzymskokatolicki w Polsce i był jednym z najważniejszych obrońców Kościoła w czasach PRL.
Dziś, po latach, pamiętajmy, że „wolność krzyżami się mierzy”. Pamiętajmy, że Solidarność, która była ruchem narodowym całej Polski, całkowicie spontanicznym, oddolnym i masowym, mogła powstać, a Polska mogła wyzwolić się spod jarzma sowieckiego, tylko dlatego, że istniał ten niezłomny Kościół walczący — z Janem Pawłem II, kardynałem Stefanem Wyszyńskim, księdzem Jerzym pamięci Popiełuszką i wieloma innymi, których imion ani nazwisk nie znamy.
Pamiętajmy ich, czcijmy, dbajmy – aby pamięć o nich pozostała w naszych sercach, duszach i umysłach na wieki wieków.
Trudne Konklawe i wybór Karola Wojtyły na Papieża Jana Pawła II.
16 października 1978 roku, podczas ósmego głosowania, zapadła decyzja. Habemus Papam! Po raz pierwszy od 455 lat papieżem nie został Włoch. Po raz pierwszy w historii papieżem został Słowianin. Nowym biskupem Rzymu został Polak z Wadowic — Karol Wojtyła.
Po podliczeniu i zweryfikowaniu głosów, Karol Wojtyła, teraz już jako Papież Jan Paweł II wyszedł na balkon Bazyliki św. Piotra w Rzymie i z nieśmiałym, pełnym ciepła i radości uśmiechem, który stał się jego znakiem charakterystycznym, wypowiedział po włosku słowa, które rozeszły się echem po całym świecie. Szczególne znaczenia miały te słowa w państwach bloku komunistycznego, za „żelazną kurtyną”.
„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”
Wcześniej, po nagłej i wstrząsającej śmierci Jana Pawła I, który zmarł po zaledwie 33 dniach pontyfikatu, do Watykanu ponownie zjechali kardynałowie z całego świata. Wśród reprezentantów Europy widoczny był wyraźny podział. Z jednej strony tzw. Zachód m. in. Europa Zachodnia, szukający odnowy i zbliżenia do współczesności. Z drugiej blok komunistyczny, głęboko upośledzony przez komunizm, w którym Kościół walczył o przetrwanie. Podział ten był bardzo wyraźny na całym świecie.
Zadaniem Konklawe było wybrać papieża, który będzie potrafił połączyć te dwa odmienne światy. Kandydatów było kilku. W pierwszych głosowaniach przewagę mieli przedstawiciele włoskiego Kościoła. Tradycyjnie, przez prawie pół tysiąca lat, to Włoch pełnił urząd Następcy św. Piotra. Jednak Kościół był targany wewnętrznymi kryzysami, światem rozdartego zimną wojną i świeżo po Soborze Watykańskim II. Kardynałowie zaczęli szukać kogoś nowego. Kogoś, kto wniesie świeżość i siłę. Kogoś, kto odnowi, zjednoczy i odbuduje moralnie Kościół.
Wtedy coraz wyraźniej zaczęło pojawiać się nazwisko Karola Wojtyły — kardynała z Krakowa. Człowieka „z drugiej strony świata”. Z kraju zniewolonego przez rosyjski komunizm, i na przekór wszystkiemu, wiernego Kościołowi Rzymsko-Katolickiemu. Kardynał Wojtyła miał bardzo dobrą reputację wśród kolegium kardynalskiego jako intelektualista, filozof, poeta, duszpasterz młodzieży i robotników i uczestnik Soboru. Jako człowiek, który potrafił przetrwać pod jarzmem komunizmu w swojej wierze w Boga, bez utraty odwagi i nadziei. W kolejnych głosowaniach Wojtyła zdobywał coraz większe poparcie, coraz więcej kardynałów widziało w nim człowieka na nadchodzące czasy.
Nowy papież, Papież z Polski, Jan Paweł II wprowadził ze sobą do Watykanu kulturę i tradycję Kościoła polskiego – otwartego, walczącego. Przez stulecia doświadczonego w boju o przetrwanie. Wiernego Bogu i zahartowanego w walce z komunizmem.
Wpływ na Solidarność i upadek ZSRR.
Pierwsza pielgrzymka Papieża Jana Pawła II do Ojczyzny rok później w czerwcu 1979 roku była nie tylko wizytą Ojca Świętego. Była to również manifestacja wiary i nadziei Narodu, który nie dał się złamać.
Pamiętam jak dziś. Całą rodziną, z siostrą i rodzicami oglądaliśmy w telewizji tę homilię Naszego Polskiego Papieża Jana Pawła II Karola Wojtyły. Piękny, prawdziwie polski, letni, słoneczny, ciepły dzień początku lata. Powiewał dosyć silny wietrzyk. Rozwiewał luźne końcówki szat Papieża. Wyrywał kartki papieru, które Papież trzymał na kolanach. Przez otwarte okna mieszkania ze wszystkich stron słychać było z innych domów jak ludzie słuchają. Oprócz tego była kompletna cisza. Całkowity bezruch na mieście. Nikt nie chodził. Nikt nie jeździł.
I wtedy padły te słowa. Po krótkiej przerwie przed. Krótka przerwa po. Spokojnie. Wolno. Dobitnie.
„Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. … Tej ziemi!”
Wszyscy zamilkliśmy w bezruchu. Tak jak staliśmy. Tak jak siedzieliśmy. Nie mogliśmy w to uwierzyć. To nie były po prostu słowa. Nikt nic nie powiedział. Wszyscy wiedzieli. To było wezwanie do powstania. Powstania przeciw Sowietom. To była wojna. To była tylko kwestia czasu. Nie czy, ale kiedy „to” się zacznie.
Te słowa wypowiedziane zostały na Placu Zamkowym w Warszawie w 1979 roku przez Papieża Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Papieża, który był również Synem Narodu Polskiego i Synem polskiego Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Kościoła, który pod jego przewodnictwem przetrwał te trudne ponad trzydzieści lat walki o „władzę dusz” z komunizmem rosyjskim. Walki w obronie wiary, wolności i godności człowieka w Polsce.
Te słowa były dla Polaków sygnałem, że zmiana jest możliwa. Były początkiem przemian, które doprowadziły do narodzin „Solidarności” w 1980 roku i w końcu do upadku systemu, który, z założenia, miał zawojować cały świat. Kolejny totalitarny system, który, wbrew swoim buńczucznym hasłom i nierealnym celom, nie wytrzymał próby czasu i zdrowego rozsądku.
Te słowa, w naszej polskiej katolickiej tradycji kulturowej, odnoszą się również do niemieckiego Kulturkampf (Walka kulturowa) z lat 70-tych XIX wieku, które było walką z Kościołem Rzymsko-Katolickim, a na ziemiach etnicznie polskich objawiało się w anty-polskości.
Te słowa to również nawiązanie do naszej ponad tysiąc-letniej państwowości Polski od pierwszej koronacji Polaka Króla Bolesława Chrobrego (Dzielny, Mężny, Waleczny, Wielki) w Roku Pańskim AD 1025, równo 1000 (tysiąc) lat temu, z naszymi wzlotami i upadkami. Idąc jeszcze dalej do roku 966 – do przyjęcia chrztu w obrządku rzymsko-katolickim przez Mieszka I, i jeszcze wcześniej do początków naszej legendarnej, mitycznej polskiej państwowości słowiańskiej, przed-chrześcijańskiej.
Polski komunizm był systemem pełnym sprzeczności. Choć oficjalnie miał być materialistyczny, ateistyczny i oparty na marksistowsko-leninowskiej ideologii, to w praktyce był dziwną mieszaniną politycznego przymusu i religijnej tradycji, której nie udało się wyrugować. Komuniści w Polsce różnili się od swoich radzieckich „towarzyszy” m. in. tym, że wielu z nich, nawet wysoko postawionych działaczy, chodziło do kościoła, chrzciło swoje dzieci, urządzało katolickie pogrzeby, a w prywatnych domach na ścianach wisiały obrazy Matki Boskiej obok portretów Bieruta czy Gomułki.
Jedną z cech charakterystycznych tego „dziwnego polskiego komunizmu” w Polsce pod okupacją sowiecką, według słów kardynała Wyszyńskiego – Prymasa Tysiąclecia, była tak głęboko ugruntowana wiara w Boga, że nawet działacze partyjni chodzili do kościoła i chrzcili dzieci.
Z jednej strony polska komunistyczna tajna policja polityczna (SB/UB) śledziła księży, inwigilowała parafie, cenzurowała homilie, a Kościół był postrzegany jako „wróg klasowy” i ostoja reakcji. Z drugiej strony, nawet niektórzy funkcjonariusze partyjni i milicjanci, po kryjomu przystępowali do sakramentów i brali śluby kościelne, a ich matki i żony modliły się w kościołach za swoich synów i mężów w mundurach.
Ten paradoks był szczególnie widoczny w momentach takich jak pielgrzymki Jana Pawła II do Polski. Władza organizowała blokady, utrudniała transport, a jednocześnie wielu partyjnych aparatczyków potajemnie przysłuchiwało się papieskim homiliom albo wręcz uczestniczyło w mszach.
Rola Jana Pawła II w stanie wojennym.
13 grudnia w niedzielę „roku pamiętnego” 1981 generał Jaruzelski ogłosił stan wojenny w Polsce. Mój dziadek dopiero wtedy dowiedział się dlaczego został wcześniej tego dnia, tuż po północy, zamknięty w więzieniu.
Czołgi, transportery opancerzone i „Nyski” milicyjne w głównych punktach miast, na rogatkach, na trasach wyjazdowych. Patrole ZOMO (Zmilitaryzowane Oddziały Milicji Obywatelskiej, czyli policja „szturmowa”) na ulicach. Zakaz poruszania się bez przepustki. Kontrole wojskowe na drogach między miastami. Godzina policyjna, masowe internowania działaczy Solidarności, cenzura. Część moich nauczycieli także zniknęła na kilka miesięcy. Niektórzy na dłużej. Wojsko sowieckie przebrane w mundury Wojska Polskiego w strategicznych punktach Polski.
Miałem to szczęście, że jako student jeździłem po Związku Radzieckim. Widziałem jak chodzą patrole rosyjskie. Oficer z tyłu. W przeciwieństwie do tradycji naszego Wojska Polskiego. Tak po Okęciu chodziły te niby polskie patrole, oficer z tyłu. Wystarczyło pobyć wystarczająco blisko, żeby usłyszeć jak prędzej, czy później, któryś z tych niby-Polaków coś po rosyjsku powiedział. Po lasach w gotowości bojowej i z ostrą amunicją stały wojska radzieckie, stacjonujące tutaj od czasów II WŚ (od roku 1944/45). Na granicach dodatkowe, przygotowane do najazdu na Polskę, jednostki radzieckie gotowe „pomóc swoim polskim towarzyszom w razie potrzeby”. A nastroje patriotyczne i wolnościowe były tak silne, że mielibyśmy następną rzeź Narodu Polskiego.
W tym dramatycznym czasie Jan Paweł II stał się dla milionów Polaków głosem nadziei i duchowego oporu. Już w pierwszych dniach po ogłoszeniu stanu wojennego Papież wysłał dramatyczny apel do generała Wojciecha Jaruzelskiego, wyrażając swój niepokój o los Narodu, prosząc o poszanowanie podstawowych praw człowieka, zaprzestania represji i przywrócenie dialogu społecznego.
W swoich listach i przemówieniach apelował o zakończenie przemocy, uwolnienie więźniów politycznych i respektowanie praw obywatelskich. W Wigilię 1981 roku papież nagrał specjalne orędzie do narodu polskiego, transmitowane w Radiu Wolna Europa (wtedy słuchanie „stacji zachodnich” było nielegalne i było pod groźbą kary więzienia) i rozsyłane potajemnie w całym kraju.
„Polsko, nie jesteś sama!”
Te słowa, powtarzane potem tysiące razy na ustach ludzi w kościołach, w domach i w więziennych celach, stały się symbolem duchowego wsparcia w najbardziej dramatycznych chwilach. Papież nie mógł fizycznie przyjechać do Polski, ale każda jego wypowiedź, modlitwa, spotkanie w Watykanie z rodzinami internowanych czy biskupami miały ogromny wydźwięk i znaczenie.
W Watykanie powstał specjalny zespół do obserwowania sytuacji w Polsce, a Jan Paweł II regularnie rozmawiał z przedstawicielami międzynarodowych organizacji i dyplomatami, starając się wywierać presję na komunistyczne władze. Był duchowym przewodnikiem i moralnym punktem odniesienia, gdy cała dopiero co wywalczona po raz kolejny wolność zdawała się walić. Msze za Ojczyznę, odprawiane przez księdza Jerzego Popiełuszkę i innych kapłanów, były kontynuacją papieskich apeli o solidarność i pokojowy opór. To właśnie papieskie nauczanie stało się inspiracją dla podziemnych struktur Solidarności i wielu cichych bohaterów tamtego czasu.
Jan Paweł II był nie tylko papieżem zza żelaznej kurtyny. Jan Paweł II był moralnym przywódcą walczącego narodu, który m. in. dzięki jego wsparciu przetrwał ten trudny czas. Był głosem otuchy i nadziei. Wysyłał listy, dzwonił do Jaruzelskiego, modlił się z Polakami. W homiliach apelował o pokój i pojednanie.
„Naród nie może żyć w nienawiści i strachu. Potrzebuje prawdy, wolności i sprawiedliwości.”
Papież jedności i dialogu religijnego.
Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który odważył się oficjalnie modlić w świątyniach innych religii i miał na to oficjalne przyzwolenie i wsparcie ich przywódców. Modlił się w kościele luterańskim, synagodze, meczecie i świątyni buddyjskiej, cerkwiach prawosławnych i miejscach świętych innych wyznań. Wierzył, że „jest jeden Bóg, choć różne drogi do Niego prowadzą.” Zainicjował międzyreligijne spotkania w Asyżu, łącząc przywódców różnych religii we wspólnej modlitwie o pokój. Gest bardzo ważny i piękny w wymiarze duchowym i symbolicznym. Jednocześnie charakterystyczny dla otwartości pontyfikatu Jana Pawła II.
W synagodze w Rzymie modlił się razem z rabinami. W meczecie Omajjadów w Damaszku — wspólnie z muzułmanami. W rozmowach z Dalajlamą podkreślał wagę duchowego dialogu, a podczas pielgrzymek do Ziemi Świętej oddawał hołd pamięci ofiar Holokaustu i modlił się przy Ścianie Płaczu.
W 1986 roku zorganizował historyczne spotkanie w Asyżu, gdzie na wspólnej modlitwie o pokój zgromadził przedstawicieli wszystkich największych religii świata — chrześcijan, żydów, muzułmanów, buddystów, hinduistów i wyznawców religii plemiennych.
Postępował zgodnie z zasadą: „Gość w dom, Bóg w dom”. Pamiętał, stosował i oczekiwał od innych zgodnego z podstawową zasadą gościnności zachowania.
„Czuj się w moim domu jak u siebie. … Ale pamiętaj, że nadal jesteś tu tylko gościem”.
To wszystko było prawdziwym spełnieniem idei: „Jest jeden Bóg — jeden Stwórca, choć wiele dróg do Niego”. Dla Jana Pawła II nie było to tylko hasło ekumeniczne. To była konkretna, odważna postawa szacunku, spotkania, modlitwy i gestów, które zbliżały ludzi do siebie ponad podziałami. W czasach, gdy świat często dzielił się na „swoich” i „obcych”, on pokazywał, że prawdziwa wiara nigdy nie jest źródłem nienawiści, ale mostem, i że modlitwa w różnych językach, w różnych świątyniach, kierowana jest do tego samego Boga.
Rok 1914, Boże Narodzenie. Front francusko-niemiecki. Miliony ludzi gniją i umierają w okopach Wielkiej Wojny (I Wojna Światowa). Nagle … ktoś zaczyna nucić „Cicha noc …” … po francusku, ktoś inny dołącza … po niemiecku … jeszcze ktoś .. .po angielsku … w kilka sekund … cały front na moment zamienia się z miejsca masowego wzajemnego zabijania w miejsce pokoju i wiary w Boga „jednego jedynego”. Żołnierze wrogich, walczących ze sobą armii wychodzą z okopów. Składają sobie bożonarodzeniowe życzenia. Dają sobie prezenty … tabliczka czekolady … puszka mięsa …
Nie. Ta historia nie kończy się dobrze. Wielu z tych żołnierzy zostało rozstrzelanych przez własne żandarmerie wojskowe za „zdradę”. Większość z nich zginęła w czasie dalszych walk.
Dziś znowu, AD 2025, ponad sto lat od tamtych wydarzeń, dwie europejskie armie znów gniją w okopach i mordują się wzajemnie, i modlą się o przetrwanie do tego samego Boga. I do tego często w tym samym języku.
Dziś, 20 lat po śmierci Papieża Polaka Jana Pawła II, postawa wspólnej wiary, wspólnej modlitwy, wspólnego jednego jedynego Boga jest wciąż żywa i potrzebna. Jan Paweł II nie tylko mówił o pokoju i jedności. Ten wielki człowiek pokoju i miłości te idee realizował swoim życiem.
„Gdzie towary nie przekraczają granic, tam granice przekraczają walczące armie.”
Miłośnik Matki Natury.
Przyroda w życiu Karola Wojtyły, czyli późniejszego papieża Jana Pawła II, była bardzo ważna i miała kilka wymiarów: duchowy, osobisty, filozoficzny i symboliczno-metaforyczny.
„Człowiek, który umie zatrzymać się nad pięknem przyrody i nad jej cudownym bogactwem, łatwiej odkrywa obecność Boga.”
Dla Karola Wojtyły przyroda była przestrzenią, gdzie mógł się wyciszyć, modlić i pogłębiać swoją więź z Bogiem. Już jako młody chłopak i student często wędrował po lasach, górach i nad jeziora, odnajdując tam pokój ducha. W ciszy natury lepiej rozumiał swoje powołanie i sens życia. Później, w czasie swojej pracy ekumenicznej, w czasach komunistycznych, wykorzystywał „wycieczki za miasto” również do głoszenia Ewangelii.
Karol był wielkim miłośnikiem turystyki, szczególnie górskiej, którą traktował jako formę aktywnego wypoczynku. Wędrował po Tatrach, Pieninach i Beskidach. Często z młodzieżą akademicką, ministrantami i przyjaciółmi. Lubił kajakarstwo, wspinaczkę, a zimą narty. Kontakt z przyrodą był sposobem na odpoczynek, oderwanie się od codziennych obowiązków i nabranie sił.
Przyroda była dla Wojtyły również źródłem inspiracji filozoficznej, miejscem refleksji nad światem, człowiekiem i Stwórcą. Obcowanie z naturą inspirowało przyszłego Papieża do rozważań o pięknie stworzenia, o harmonii i porządku w świecie. Te doświadczenia znajdowały odzwierciedlenie w sposobie w jaki uczył, w którym często podkreślał wartość życia w zgodzie z naturą i odpowiedzialności człowieka za środowisko.
Jako papież Jan Paweł II wielokrotnie odwoływał się do obrazów przyrody w swoich homiliach i encyklikach. Używał symboliki przyrody jako metafory dla duchowego wzrostu i harmonii między człowiekiem a Bogiem. Podkreślał potrzebę bycia integralną częścią środowiska naturalnego jako daru od Stwórcy.
„Świat został nam dany jako dar, abyśmy go uprawiali i czynili sobie poddanym, nie jako bezwzględni właściciele, ale jako mądrzy i odpowiedzialni gospodarze.”
Karol Wojtyła miał kilka naprawdę ukochanych miejsc, które często odwiedzał zarówno przed wyborem na papieża, jak i później, gdy już był Janem Pawłem II. Wiele z nich to miejsca związane z przyrodą, górami i wodą.
Tatry. To były absolutnie jego ukochane góry. Wędrował po nich od młodości — od łatwych dolin po najtrudniejsze szczyty, jak Giewont czy Kasprowy Wierch. Cenił Tatry za ich surowe piękno i majestat. Często mawiał, że w górach łatwiej znaleźć Boga i samego siebie.
Spływ Dunajcem. Jako młody ksiądz, a później biskup, Wojtyła organizował spływy kajakowe Dunajcem w Pieninach. W kajaku czuł się swobodnie, blisko natury, i był wtedy dla młodzieży nie tylko przewodnikiem duchowym, ale też towarzyszem przygód.
Kalwaria Zebrzydowska. To miejsce, otoczone pięknymi wzgórzami i lasami było bardzo ważne duchowo. Karol Wojtyła często pielgrzymował tam pieszo, modląc się na Dróżkach Kalwaryjskich wśród zieleni i ciszy.
Wadowice. Rodzinne miasto, położone u podnóża Beskidów. Bliskość natury, pobliskie pagórki i lasy były tłem dzieciństwa i młodości.
Mazury. Wojtyła był zapalonym kajakarzem i wielokrotnie pływał po mazurskich jeziorach. Uwielbiał te wyprawy. Dla sportu, dla ciszy, dla kontaktu z przyrodą, dla możliwości bycia blisko ludzi.
W Watykanie też znalazł swoje „miejsce wśród zieleni”. Ogrody watykańskie i letnią rezydencję w Castel Gandolfo, gdzie często spacerował pośród przyrody i modlił się.
Ostatnia godzina – 2 kwietnia 2005. Godzina 21:37.
Dwadzieścia lat po odejściu Karola Wojtyły, powracamy pamięcią nie tylko do jego słów, pielgrzymek i czynów, ale i do symbolicznych momentów, które na zawsze zapisały się w naszej polskiej świadomości.
Jednym z takich momentów była godzina 21:37 — chwila, w której cały świat, a przede wszystkim Polska, dowiedziały się o jego śmierci 2 kwietnia 2005 roku.
Wtedy czas jak gdyby zatrzymał się. Miliony Polaków, niezależnie od wieku, poglądów, wiary i miejsca, gdzie byli, poczuli wspólnotę narodową, którą nie sposób wyrazić słowami. Kibole wrogich klubów piłkarskich wspólnie i w spokoju oddawali cześć temu wielkiemu człowiekowi. Zgodnie z wolą Jana Pawła II pojednania dla wspólnego dobra pomimo różnic. Tę magicznie zatrzymaną chwilę zbiorowego wzruszenia, ciszy i modlitwy pięknie uchwycił film „21:37” w reżyserii Macieja Ślesickiego. Film – dokument, który gorąco polecam szczególnie tym, którzy go jeszcze nie widzieli.
Dziś, w 2025 roku, gdy wracamy do Jana Pawła II, pamiętamy go nie tylko jako papieża, przywódcę duchowego czy moralny autorytet. Pamiętamy go jako Ojca, który w chwili swojej śmierci o 21:37 zjednoczył na nowo wszystkich Polaków. Spowodował, że tych kilka dni Polska znowu stała się Polską. Polską Rzeczą Wspólną całego Narodu Polskiego.
Wpływ, który trwa i jednoczy zwaśnionych. W Polsce i na świecie.
Papież Jan Paweł II był kimś więcej niż tylko głową Kościoła Rzymsko-Katolickiego. Dla nas Polaków Karol Wojtyła był i nadal pozostaje uosobieniem polskości. Pozostał w naszej pamięci tym człowiekiem, który mówił do nas Polaków, mówiąc do całego świata.
„Nie lękajcie się! Otwórzcie drzwi Chrystusowi!”
„Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”
„Wymagajcie od siebie choćby inni od was nie wymagali.”
„Polsko, nie jesteś sama!”
Pamiętam jak olbrzymie było moje zdziwienie, kiedy w roku 1988 zobaczyłem pomnik Jana Pawła II w mieście Quebec w Kanadzie w Ameryce Północnej. W USA w latach 90-tych „wszyscy” znali trzy polskie nazwiska. John Paul II (the second), Lech [lek] Walesa i ZB (zi-bi) Boniek.
Nasz Polski Papież zmienił na lepsze Kościół, Polskę, Europę i w pewnym sensie cały świat. W Polsce pozostawił po sobie nie tylko pomniki, nazwy ulic i placów, ale przede wszystkim ducha wolności, godności i narodowej solidarności. Jego nauczanie o człowieku jako wolnym, świadomym, indywidualnym bycie, o szacunku dla życia, o odpowiedzialności i prawdzie, wciąż stanowi fundament dla tych, którzy w kraju nad Wisłą szukają oparcia w wartościach uniwersalnych, ponadczasowych, ogólnoludzkich, opartych na pojęciach dobra i zła. Jan Paweł II jest dla wielu z nas nadal punktem odniesienia, wzorem odwagi, dialogu i wierności zasadom.
Na świecie wciąż wspomina się Jana Pawła II jako papieża, który rozmawiał ze wszystkimi. Z biednymi i możnymi, z wierzącymi i ateistami, z przywódcami i zwykłymi ludźmi. Jego pielgrzymki, dialogi międzyreligijne, apele o pokój, obrona praw człowieka i godności każdego z nas wybrzmiewają w polityce, kulturze i religii do dziś.
W Polsce wierni wciąż masowo pielgrzymują jego śladami. Do Wadowic, Krakowa, Kalwarii Zebrzydowskiej. W Rzymie wierni chodzą do jego grobu w Bazylice św. Piotra i miejsc, które lubił i w których przebywał. Jego słowa „Nie lękajcie się!” pozostają aktualnym wezwaniem dla kolejnych pokoleń
Jan Paweł II w 2025 roku to nie tylko postać historyczna, to obecny w nas na zawsze życiem wiecznym duchowy przewodnik, którego idee, myśli i modlitwy wciąż rozbrzmiewają potężnym echem w ludzkich sercach, w ciszy świątyń i w publicznych debatach.
Dziś, dwie dekady później, dorasta pokolenie, które zna Polskiego Papieża tylko z fotografii, filmów i wspomnień poprzednich pokoleń. Pomimo tego jego głos i myśli nadal wybrzmiewają w naszych sercach. W poezji, w modlitwach, w gestach dobra. Wciąż patrzymy na jego uśmiech i zamyślenie na pomnikach, obrazach, w pamięci całego Narodu Polskiego.
W 2025 roku wspominamy i pamiętamy w jednej osobie charyzmatycznego papieża, Jana Pawła II i Karola Wojtyłę, chłopca z Wadowic, młodego aktora, robotnika, kapłana, który przeszedł drogę od polskich gór do serca Watykanu. Życie Polskiego Papieża Jana Pawła II Karola Wojtyły to świadectwo, że pomimo przeciwności można zmieniać świat na lepszy wiarą w Boga, siłą woli, wielkością ducha, słowami i modlitwą. Na wieki wieków.
Totus Tuus (Cały Twój), Janie Pawle II. Pamiętamy. Czcimy. Dbamy.
Dariusz Maciej Góralski
