Jeszcze kilkanaście lat temu stawianie tez takich jak liberalizacja i prywatyzacja w ochronie zdrowia było czymś wyjątkowym. W ostatnich latach do tzw. ekonomizacji sektora ochrony zdrowia dochodzi się właściwie we wszystkich państwach europejskich. Polega ona przede wszystkim na wprowadzeniu konkurencji pomiędzy dostawcami usług medycznych, instytucjami finansującymi te usługi, ale także na prywatyzacji szpitali.
W Polsce coraz częściej dyskutowane są pomysły demonopolizacji rynku ubezpieczeń zdrowotnych i stworzenie konkurencji dla NFZ. Pierwotnym założeniem reformy były samodzielne kasy chorych mogące wzajemnie działać na swoich terenach i konkurować ze sobą. Niestety szybko porzucono ten etap reformy na rzecz NFZ.
Drugą kwestią, choć o wiele ostrożniej dyskutowaną, jest kwestia częściowej odpłatności za świadczenia zdrowotne. W zasadzie politycy wszystkich opcji boją się podejmowania radykalnych reform w obszarze ochrony zdrowia, ponieważ częściowe urynkowienie tego segmentu gospodarki i odebranie wyborcom praw nabytych, może być sondażowym upadkiem. Niestety, rządzący starają się tylko poprawiać stan obecny i koncentrują się wokół trzech kosztownych, ale tylko kosmetycznych zabiegów:
– gwarancji systematycznego zwiększania nakładów;
– gwarancji wzrostu wynagrodzeń;
– gwarancji jakości i bezpieczeństwa dla pacjenta.
Wydaje się jednak, że nie można efektywnie poprawić wydolności systemu opieki zdrowotnej próbując usprawniać osobno jego poszczególne elementy. To system naczyń połączonych i nie naprawi się systemu bez kompleksowych zmian. Gruntowna reforma w obszarze ochrony zdrowia jest potrzebna po pierwsze z powodu niewydolności, ale – co jest równie bardzo ważne – będzie musiała się zmierzyć z nowymi wyzwaniami. Polskie społeczeństwo starzeje się. Proces transformacji demograficznej przebiega w Polsce szybciej niż w bogatszych krajach Europy Zachodniej. W przeciwieństwie bowiem do nich, w Polsce dwa główne czynniki determinujące ten proces, tj. obniżenie stopy płodności (z 2,066 w roku 1989 do 1,330 w roku 2021) oraz prowadzące do przedłużenia życia ludzkiego zmniejszenie umieralności we wszystkich grupach wiekowych (w roku 1990 oczekiwana długość życia przy urodzeniu wynosiła dla mężczyzn 66,62 lat, a w 2021 – 71,75 lat; analogiczne wskaźniki dla kobiet to: 73,33 i 79,68) zadziałały prawie jednocześnie wraz ze zmianą systemu polityczno-gospodarczego i upadkiem tzw. realnego socjalizmu w roku 1989.
Przystępując do reformy, należy dysponować odpowiednimi zdolnościami i zasobami, które pozwolą zrealizować jej cele oraz ograniczyć zagrożenia związane z działaniami naprawczymi. Niestety, w tak zdefiniowanych warunkach realizacji przełomowych zmian polski system ochrony zdrowia nie ma zbyt wielu atutów.
W latach 2009–2024 budżet Narodowego Funduszu Zdrowia przeznaczany na świadczenia zdrowotne się potroił – z 52 mld zł w 2009 do ponad 195 mld zł w roku 2024, jednak siła nabywcza tych pieniędzy słabnie. W konsekwencji płatnik kupuje niewiele więcej świadczeń niż w latach ubiegłych, co potwierdzają m.in. dane Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny. W latach 2015–2023 wzrosła liczba pacjentów zarówno w szpitalach, jak i w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). W tych pierwszych prawie o 18 proc., ale w tych drugich już tylko o 1 proc. Niestety liczba pacjentów i procedur w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS) spada, co jest konsekwencją mniejszych nakładów na ten rodzaj świadczeń. Stoi to w sprzeczności z potrzebami i oczekiwaniami pacjentów. Nadal mamy również niskie nakłady na profilaktykę, bez której nie zatrzymamy nieproporcjonalnie szybko rosnących potrzeb w zakresie medycyny naprawczej.
Funkcjonujący system ochrony zdrowia sprawia decydentom wiele problemów. Na problem ten nakładają się inne, takie jak kryzys finansowy, starzenie się społeczeństwa, nieefektywność państwowych (publicznych) placówek ochrony zdrowia. Nie jest to tylko nasz dylemat, boryka się z tym w zasadzie większość państw świata.
Bogusław Ciupka
