500+, 300+, 800+, kredyt 2%, bon turystyczny, 13-ta emerytura, 14-ta emerytura, emerytura dla matek, którym się nie chciało pracować, a mają czworo lub więcej dzieci, laptop dla ucznia, laptop dla nauczyciela. No właśnie: laptop dla nauczyciela – kolejny cudowny program PiS-u, na który wszyscy musieliśmy się złożyć.

Szkoła zgłasza uprawnionych nauczycieli klas IV-VIII do programu. Zgłoszeni nauczyciele otrzymują 16-cyfrowy kod o wartości 2500 zł na zakup laptopa lub laptopa przeglądarkowego. Rozporządzenie określa minimalne wymagania sprzętowe i są to:

  • Typ: laptop lub laptop przeglądarkowy
  • System operacyjny: 64-bitowy, w języku polskim
  • Pamięć RAM: co najmniej 8 GB
  • Dysk: SSD o pojemności co najmniej 256 GB
  • Rozdzielczość ekranu: Full HD lub wyższa
  • Rozmiar ekranu: przekątna 13” lub większa
  • Złącza: co najmniej dwa złącza komunikacyjne (w tym 1 wideo)
  • Łączność: Wi-Fi (co najmniej wersja 5 ac), Bluetooth (co najmniej wersja 5.0)
  • Wydajność: co najmniej 1200 punktów w teście benchmarkowym CrossMark
  • Bateria: co najmniej 6 godzin pracy na baterii
  • Klawiatura: układ QWERTY
  • Inne informacje: głośniki stereo, wbudowana kamera i mikrofon,
  • Data produkcji: najwcześniej na 9 miesięcy przed zakupem
  • Gwarancja: tak, na co najmniej 36 miesięcy

Parametry całkiem przyzwoite, ale sprzedawcy laptopów wynegocjowali takie umowy z producentami, że w ramach projektu można „kupić” sprzęt znacznie lepszy za równowartość bonu, przykładowo Lenovo ThinkBook 14 G4 IAP i5-1235U 16GB 512GB SSD WIN11PRO EDU.

Od startu programu minęły 2 tygodnie. W internecie znienacka zaroiło się od ofert sprzedaży nowych laptopów po cenach nieco niższych niż ceny sklepowe i dziwnym zbiegiem okoliczności są to laptopy wyprodukowane całkiem niedawno, z 36-miesięczną gwarancją (standard to 24 miesiące). Jeszcze dziwniejszym zbiegiem okoliczności jest to, że marki i modele są identyczne z oferowanymi przez sklepy w ramach projektu i zawierają oprogramowanie EDU, czyli dla instytucji edukacyjnych. Zdarzają się przypadki, że ci mniej ogarnięci użytkownicy wstawiają do ogłoszenia zdjęcie wraz z numerem seryjnym. Integracja sklepu z systemem rządowym, oprócz marki, modelu i ceny, wymaga również przesłania numeru seryjnego.

Można było ten program skonstruować inaczej. Np. szkoła zgłasza liczbę nauczycieli, kupuje tyle laptopów, ilu nauczycieli zgłosiła, rząd refunduje 2500 zł za każdą sztukę. Nauczyciele mogą korzystać ze sprzętu na terenie szkoły, a jeśli potrzebują zabierać do domu, to podpisują protokół. A po 3 lub 5 latach mogą wykupić ten laptop od szkoły za 10% wartości. Tylko po co zrobić coś z głową? Lepiej zasponsorować nadchodzące święta „elicie narodu”.

LIL