Od marca 2026 roku w dyskusji o finansowaniu zbrojeń w Polsce, z ust koalicji rządzącej pojawia się narracja najprostsza: sprzedaż części złota z rezerw.🤔

Pomysł brzmi efektownie – w końcu Polska ma już ponad pół tysiąca ton tego kruszcu. Problem polega na tym, że byłoby to rozwiązanie krótkowzroczne. Złoto banku centralnego nie jest skarbonką do rozbijania w kryzysie. Jest strategicznym zabezpieczeniem państwa.

Paradoks polega na tym, że złoto może finansować bezpieczeństwo Polski – ale bez jego sprzedaży. Wystarczy wykorzystać dochody, które Narodowy Bank Polski generuje na swoich aktywach.

W latach 2023–2025 Narodowy Bank Polski kupił około 321,5 tony złota:
2023 – ok. 130 ton;
2024 – ok. 89,5 tony;
2025 – ok. 102 tony.

W tamtym czasie średnia cena złota była dużo niższa niż dziś, dlatego koszt tych zakupów można szacować na około 26–27 mld USD, czyli mniej więcej 100–110 mld zł.

Dziś jednak sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

Ile warte jest dziś złoto NBP?

Na początku 2026 r. cena złota przekracza około 5 000 USD za uncję, a w ostatnich tygodniach waha się nawet powyżej 5 100 USD.

Jedna tona złota to 32 150 uncji.

Jeżeli Polska posiada około 550 ton, oznacza to:

17,7 mln uncji złota.

Przy cenie 5 000 USD za uncję daje to wartość:

≈ 88 – 90 mld USD,

czyli około 350–360 mld zł.

To więcej niż roczne wydatki budżetu państwa na zdrowie.

Co ważniejsze – oznacza to również ogromny wzrost wartości złota kupowanego w ostatnich latach.

Jeżeli przyjmiemy średnią cenę zakupu złota przez NBP w latach 2023–2025 na poziomie około 2 500–3 000 USD za uncję, to przy obecnych cenach powyżej 5 000 USD wartość tych rezerw praktycznie podwoiła się.

Oznacza to, że na samych zakupach z ostatnich trzech lat powstał papierowy zysk rzędu 25–30 mld USD, czyli ponad 100 mld zł.

Ale jeszcze ważniejsze jest coś innego.

Skąd NBP bierze pieniądze?

NBP nie finansuje zakupów złota z podatków. Źródłem są przede wszystkim dochody z zarządzania rezerwami walutowymi.

Polskie rezerwy walutowe przekraczają dziś 200 mld USD.

Jeżeli są inwestowane z rentownością około 4% rocznie, oznacza to potencjalnie 8 mld USD dochodu rocznie, czyli ponad 30 mld zł.

Po odjęciu kosztów i rezerw nadal pozostaje kilkanaście miliardów złotych możliwego zysku rocznie.

I właśnie ten strumień pieniędzy jest kluczowy.

SAFE 0% – jak mogłoby to działać?

Jeżeli państwo przeznaczałoby na bezpieczeństwo 15 mld zł rocznie z zysków NBP, można z tego finansować obsługę bardzo dużych programów inwestycyjnych.

Przykładowo 15 mld zł rocznie, przy finansowaniu długoterminowym, pozwala obsługiwać inwestycje rzędu 300–500 mld zł.

To skala porównywalna z całym programem modernizacji polskiej armii.

Innymi słowy – dochody z rezerw walutowych mogłyby finansować SAFE 0%, bez sprzedaży ani jednej sztabki złota.

Dlaczego złota nie wolno ruszać?

Sprzedaż złota miałaby trzy poważne konsekwencje:
1. osłabiłaby wiarygodność finansową państwa,
2. zmniejszyłaby strategiczne rezerwy,
3. pozbawiłaby Polskę aktywa, które rośnie w czasie kryzysów.

W świecie napięć geopolitycznych złoto pełni rolę ubezpieczenia systemu finansowego.

A ubezpieczenia nie sprzedaje się w chwili, gdy rośnie ryzyko.

Złoto może finansować bezpieczeństwo – ale pośrednio. Dlatego najbardziej racjonalny model wygląda inaczej:
1. NBP utrzymuje i powiększa rezerwy złota.
2. Dochody z zarządzania rezerwami generują miliardy złotych rocznie.
3. Część tych zysków trafia do budżetu państwa.
4. Budżet finansuje z nich bezpieczeństwo i zbrojenia.

W ten sposób złoto zostaje w skarbcu, rezerwy rosną, a państwo jednocześnie zwiększa swoje zdolności obronne.

To strategia spokojna, techniczna i mało widowiskowa, ale znacznie rozsądniejsze niż kredyt Safe w euro na 45 lat ze zmiennym %.

Złoto powinno zostać tam, gdzie jest najbardziej potrzebne – w sejfie banku centralnego, pracując w tle dla stabilności państwa.

Autor: Okiem Prawaka