Na cmentarzu parafialnym w Skoszewach Starych znajduje się grób pięciu mężczyzn, którzy 11 marca 1906 r., w pobliskim Strykowie, stracili życie w religijnych zamieszkach pomiędzy katolikami i mariawitami.

Cmentarz w Skoszewach Starych. Mogiła zamordowanych w Strykowie katolików
Źródło: https://baedekerlodz.blogspot.com/2021/04/wojna-religijna-w-regionie-odzkim.html?utm_source=chatgpt.com
W 120. rocznicę tamtych wydarzeń spróbujmy zrekonstruować i opisać ich przebieg. Opowieść tę wypada rozpocząć w ostatnich latach XIX w. Wówczas to charyzmatyczna Feliksa Magdalena Kozłowska, szlachcianka i bezhabitowa zakonnica z kręgu bł. o. Honorata Koźmińskiego, pod wpływem doznanych rzekomych objawień, skupia wokół siebie grupę młodych księży i zakonnic. Ideą tej wspólnoty, nazywającej się mariawitami, jest odnowa życia religijnego, zwłaszcza kapłaństwa w duchu franciszkańskim; szerzenie kultu eucharystii, szczególnie adoracji Najświętszego Sakramentu; propagowanie nabożeństwa do Matki Bożej Nieustającej Pomocy i kult jej obrazu. Mariawiccy księża w duchu franciszkańskiego ubóstwa nie pobierają opłat za duszpasterskie posługi i wyróżniają się gorliwością, czym zyskują popularność wśród wiernych.
Głównym ośrodkiem mariawityzmu był Płock, gdzie mieszkała Feliksa Kozłowska. Drugim – podłódzki Niesułków, gdzie w latach 1903-1905 posługiwał ks. Jan Kowalski, późniejszy zwierzchnik mariawitów.
W 1903 r. grupa podejmuje starania o legalizację rozrastającego się ruchu. Zgromadzenie, dotąd tajne, ujawnia się przed biskupami i papieżem, ale przede wszystkim przed wiernymi. Władze kościelne, zarówno na szczeblu diecezjalnym, jak i w Watykanie, odrzucają możliwość legalizacji ruchu mariawitów. Przesądzają o tym teologiczne wątpliwości odnośnie do treści objawień Feliksy Kozłowskiej oraz jej kult wśród członków zgromadzenia, zrównujący ją z Matką Boską.
Dekret Świętego Oficjum z 4 września 1904 r. rozwiązuje zgromadzenie kapłanów mariawitów. Ci ostatni podporządkowują się decyzji, ale nie ustają w staraniach, by przekonać papieża do legalizacji ich ruchu. Służą temu kolejne wizyty członków zgromadzenia w Rzymie. W kraju zaś mariawici, poddani teraz ścisłej kontroli władz kościelnych, doświadczają kar kanonicznych za wszelkie przejawy nieposłuszeństwa. Wielu jest suspendowanych i usuwanych z parafii.
Na początku 1906 r. mariawiccy księża podejmują decyzję o wypowiedzeniu posłuszeństwa biskupom i o zwróceniu się do papieża o ponowne rozpatrzenie ich sprawy. Biskupi podejmują decyzję o obłożeniu zbuntowanych księży ekskomuniką. Ci zaś o wszystkim informują z ambon swoich wiernych, prezentując także treść objawień “Mateczki” Feliksy Kozłowskiej.
W efekcie tych działań mariawici, cieszący się opinią pobożnych i popularni wśród wiernych ze względu na niepobieranie opłat za posługi, pociągają za sobą lud i całe parafie opowiadają się po ich stronie. Jest tak szczególnie tam, gdzie proboszczami są księża prowadzący gorszący tryb życia (pijaństwo, karciarstwo, nieprzestrzeganie celibatu) i zdzierający z wiernych wysokie opłaty za posługę. Wiele społeczności dzieli się i dochodzi do walk o kościoły pomiędzy zwolennikami mariawitów i wiernymi opowiadającymi się za dotychczasowym proboszczem.
Łódź i okolice to jeden z ośrodków toczącej się wówczas wojny religijnej. Brutalność zajść ma także podłoże w ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej. Cesarstwo Rosyjskie pogrążone jest w chaosie rewolucji. W Łodzi w czerwcu 1905 r. dochodzi do kilkudniowych walk ulicznych zwanych powstaniem łódzkim. Akty terroru i bratobójcze starcia pomiędzy socjalistami i narodowcami są na porządku dziennym, a broń palna jest w nich powszechnie używana.
Stryków to jedna z miejscowości, gdzie mariawityzm odniósł spektakularny sukces. Miejscowy proboszcz ks. Antoni Jarosiński od lat pozostaje w konflikcie z parafianami. Ci zanoszą skargi na jego postępowanie do arcybiskupa warszawskiego i starają się o jego odwołanie, póki co bezskutecznie. Sąsiednie parafie w Niesułkowie i Dobrej obsadzone są przez księży mariawitów, którzy stają się popularni także wśród Strykowian. Szacuje się, że w momencie opisywanych zajść 90% chrześcijańskich mieszkańców miasteczka (50% populacji Strykowa stanowili żydzi) było zwolennikami mariawityzmu. Na początku 1906 r. zniecierpliwieni Strykowianie przejęli kościół parafialny, uniemożliwili wstęp do niego dotychczasowemu proboszczowi i zaprosili do posługi mariawitę ks. Jana Nowakowskiego.
Na takim tle społecznym w niedzielę 11 marca 1906 r. doszło do zamieszek, w których straciło życie pięciu pochowanych w Skoszewach katolików, a możliwe, że ofiar było więcej, gdyż w relacjach prasowych pojawiają się informacje także o zmarłych w wyniku odniesionych ran. Sprawa nie znalazła finału sądowego zatem skazani jesteśmy na odtworzenie wydarzeń w oparciu o doniesienia prasowe. Te zaś różnią się dość znacznie, w zależności od tego czy pochodzą z periodyków mariawickich, czy innych. Bezsporne jest, że ofiarami zajścia byli katolicy, ich liczba oraz miejsce zdarzenia – gospoda przy drodze prowadzącej ze Strykowa na Zgierz.

Źródło: materiały własne autora
Ustalenia prasy bezpośrednio po zajściu
Łódzka gazeta “Rozwój” wstępnie poinformowała o tragedii w Strykowie nazajutrz po zdarzeniu, zapowiadając jednocześnie więcej szczegółów w kolejnym wydaniu. Z materiału opublikowanego 13 marca wynikaj, że w feralną niedzielę miał odbyć się w Strykowie ingres nowego proboszcza. Nieakceptowanego przez parafian ks. Jarosińskiego zastąpić miał ks. Wieczorek. Ta decyzja arcybiskupa warszawskiego mocno była spóźniona, a kościół od kilku tygodni znajdował się pod wpływem mariawitów.
Z tej okazji do Strykowa przybył znany mariawicki kaznodzieja ze Zgierza ks. Józef Pągowski. Odprawił w kościele mszę, a podczas kazania zachęcał mariawitów do stawienia oporu. Ci ostatni, stanowiąc w Strykowie większość, nie dopuścili nowego proboszcza do kościoła i ks. Wieczorek odjechał nie objąwszy parafii.
Na mającą odbyć się uroczystość przybyli także katolicy z Łodzi i okolicznych miejscowości, aby pomóc miejscowym we wprowadzeniu nowego pasterza. Po tym, jak ks. Wieczorek wyjechał ze Strykowa, także oni opuścili miasteczko, kierując się drogą w stronę Zgierza.
We wstępnej relacji z 12 marca “Rozwój” podał, że krwawe zajścia wywołał strzał oddany w kierunku odjeżdżającego ze Strykowa mariawickiego księdza. Z kolei rozszerzony materiał z 13 marca, informuje, że katolicy powracający do Łodzi natknęli się na zmierzającą w kierunku Strykowa gromadę ludzi, którzy zaatakowali ich kijami.
Według tej wersji, uciekający katolicy zabarykadowali się w miejscowej gospodzie. Mariawici wezwali straż pożarną, alarmując o rzekomym pożarze wewnątrz budynku. Strażacy, wprowadzeni w błąd przez atakujących, podjęli próbę dostania się do wnętrza przez dach. Tą drogą następnie mariawici zaczęli atakować znajdujących się w środku katolików. Ci ostatni zmuszeni byli wyjść na zewnątrz. Padły strzały z obu stron. Na miejscu kijami zatłuczonych zostało sześciu katolików. Ponad dwudziestu zostało rannych, w tym pięciu ciężko.
Dziennik “Goniec Łódzki” w dniu 14 marca 1906 r. zamieścił relację bardzo podobną. Dodatkowymi elementami są informacje o nastrojach panujących wśród mariawickich wiernych w Strykowie. W okresie poprzedzającym opisywane wydarzenie lud mariawicki miasteczka emocjonował się rzekomym cudem. Chrystusowi wiszącemu na krzyżu w prezbiterium kościoła miała spuchnąć twarz, co wywołało religijne wzmożenie i tłumne modlitwy i adoracje. W dniu tragedii zaś, między zgromadzonymi w kościele mariawitami miała rozejść się pogłoska, że wśród przybyłych do Strykowa katolików znajduje się antychryst. Zdaniem autora, to wywołało niezwykłe okrucieństwo mieszkańców, którzy nie tylko zamordowali przybyszów, ale nie wykazali żadnej empatii dla rannych, których umieszczono w miejscowym areszcie, nie dopuszczając do nich lekarza, nie podając nawet wody. Dwóch spośród nich nie przeżyło tak spędzonej nocy.
Najszerszą relację z opisywanych wydarzeń zamieściły 24 marca krakowskie “Nowości Ilustrowane”. Gazeta publikuje identyczne informacje co do okoliczności zdarzenia. Odnośnie do roli odegranej przez straż pożarną, podaje opinię, że mogła być ona w zmowie z mariawitami i czynnie wzięła udział w walce ze znajdującymi się w gospodzie katolikami. Według “Nowości” cała tragedia rozegrała się wewnątrz gospody. Gazeta podaje szczegóły, takie jak informacja, że napastników wspierał stróż kolejowy Wincenty Szklarek, który latarką oświetlał wnętrze gospody – zdarzenie miało miejsce ok. godziny 18-19, a więc po zmroku. W relacji pojawia się też nazwisko jednego z morderców: “najstraszniej postępował znany awanturnik z Dobrej, Czesław Mardziewski, który, jak sam twierdził, zabił własnoręcznie trzech Łodzian”.

źródło: “Nowości Ilustrowane”, 24.03.1906 r.
Relacja potwierdza niezwykłe bestialstwo napastników, objawiające się m.in. znieważaniem zwłok i niedopuszczeniem do udzielenia pomocy rannym, z których dwóch zmarło. Artykuł zilustrowany był sugestywną ryciną, którą prezentujemy powyżej.
Wersja mariawicka
Relacje mariawickie zaczęły się ukazywać w rok po wydarzeniu. Wcześniej bowiem zgromadzenie nie dysponowało własnym tytułem prasowym. Jest to też okres ostatecznego zerwania mariawitów z Kościołem Katolickim, po wydaniu przez papieża potępiającej ich encykliki Tribus circiter (w kwietniu 1906 r.) oraz obłożeniu Feliksy Kozłowskiej i ks. Jana Kowalskiego ekskomuniką, co miało miejsce w grudniu 1906 r. Fakt ten mógł mieć wpływ na opis zdarzenia.
Mariawickie relacje w ogóle nie wspominają o zmianie proboszcza jako tle zajścia. Według nich do tragedii doprowadziła zbrodnicza intryga odsuniętego od posługi strykowskiego plebana ks. Jarosińskiego, który z pomocą innego kapłana, ks. Ryszarda Malinowskiego z Łodzi, powziął zamiar zgładzenia mariawity ks. Nowakowskiego i w tym celu wynajęli oni płatnych zabójców. W ich znalezieniu i sfinansowaniu miał pomóc ks. Malinowski.
Opłaceni mordercy, udając pobożnych tercjarzy (członków trzeciego zakonu franciszkańskiego), z różańcami na szyjach, przybyli 11 marca do Strykowa i zasadzili się na mariawickiego kapłana. Bryczka, którą wracał on do Dobrej, po odprawionym nabożeństwie, została ostrzelana przez wynajętych zbirów. Towarzyszący księdzu wierni rzucili się na bandytów, którzy uciekając schronili się w gospodzie. Tam zabarykadowani bronili się przez jakiś czas. Miejscowi policjanci i sołtys wezwali na pomoc strykowską straż pożarną, która podjęła próbę wejścia do budynku przez dach. Wówczas bandyci wybiegli z gospody, zostali jednak dogonieni przez młodych mariawitów. “Czterech napastników zabito kijami, piąty wkrótce umarł, trzech poranionych zabrano do aresztu”.
Mariawickie teksty są rozbudowane, przytaczają wiele nazwisk świadków i ich relacje. Wynika z nich, że w sprawę zamieszany był jeszcze jeden katolicki kapłan: “jeden z rzekomych tercyarzy — Stanisław Białosiński — zeznał, iż ks. Lewandowski, proboszcz ze Skoszew, dał mu pieniędzy na drogę i rewolwer, i wysłał go do Strykowa uczestniczyć w zbrodniczym zamachu na życie ks. Nowakowskiego”.
Interesującym motywem, który pojawia się źródłach mariawickich, jest wątek mieszkanki miejscowości Sosnowiec, która spotkawszy na drodze rzekomych zamachowców, “dała znać do Dobrej, że ks. Nowakowskiego zabili”. W reakcji na tę wiadomość “dobrzyńscy parafianie, przeważnie młodzi, dowiedziawszy się o zabójstwie księdza mariawity, w liczbie około trzystu, boso pomimo zimna, pobiegli z kijami do Strykowa”.
Mariawickie relacje zarzucają wcześniejszym doniesieniom prasy, że z płatnych morderców uczyniły męczenników za wiarę, zaś z niewinnych (sic!) mariawitów – bratobójców.
Teksty dotyczące zajść w Strykowie dostępne są w: “Wiadomości”. Dodatek do ‘Maryawity’, nr 16, 18 kwietnia 1907 r.; “Maryawita”, nr 10, 1908 r.; “Kalendarz Maryawicki”, 1909.
Do powyższych przekazów dodać należy informacje zawarte w “Dziele Wielkiego Miłosierdzia”, czyli zbiorze objawień Feliksy Kozłowskiej: “w Strykowie z namowy księży łódzkich zorganizowano bandycki napad na Ojca Wincentego, Maryawitę. Uzbrojeni w rewolwery łódzcy członkowie tak zwanej Chrześcijańskiej demokracyi uczynili zasadzkę na Ojca, ale pięciu z nich zginęło od kijów, reszta uciekła” (Płock, 1927, s. 206). W innym miejscu tegoż dzieła znajdujemy opis bardziej szczegółowy: “wprawdzie w napadzie, urządzonym przez księży na Ojca Mariawitę w Strykowie, w celu odebrania kościoła, pięciu najętych przez księży, tak zwanych chrześcijańskich demokratów, zginęło, ale nie od kuli mariawickiej, tylko od kija jednego z włościan, który choć nie był Mariawitą, ale nie mógł znieść prześladowców Mateczki (Feliksy Kozłowskiej) i często bił tych, którzy na Mateczkę co złego mówili. Ten sam tedy i onych napastników, jeden po drugim, kijem pozabijał, gdy po nieudanej zasadzce uciekali” (tamże, s. 217-218)
Próba rekonstrukcji
Okoliczności zdarzenia podane w źródłach mariawickich, to jest zorganizowanie przez grupę katolickich księży zamachu na mariawickiego duchownego wydają się mało wiarygodne. Nie dlatego, bynajmniej, iżby czyn taki był nie do pomyślenia – w kilka lat później polskim Kościołem wstrząśnie zbrodnia Damazego Macocha, paulina z Jasnej Góry, złodzieja, rozpustnika i mordercy. W sprawie strykowskiej trudno jednak dopatrzyć się sensownego motywu dla tak spektakularnej intrygi.
Relacje mariawickie powstały w okresie po ostatecznym zerwaniu z Kościołem, kiedy zniknęły jakiekolwiek hamulce w krytykowaniu rzymskiego katolicyzmu. Są one odrzuceniem odpowiedzialności za zdarzenie, typowym “pójściem w zaparte”, tak charakterystycznym także dla późniejszej historii tego ruchu.
Wydaje się zatem, że faktycznym powodem przybycia katolików z Łodzi i okolic do Strykowa był mający się odbyć ingres proboszcza. Wskazani w relacjach katoliccy księża – “podżegacze” mogli zaś agitować swoich wiernych za udaniem się do miasteczka, bynajmniej nie w celu dokonania morderstwa, lecz wsparcia katolików strykowskich, których liczba w tym czasie nie przekraczała 30 osób.
Społeczność mariawicka, podekscytowana rzekomym cudem w kościele, zmobilizowana kazaniem ks. Pągowskiego, zapewne znajdowała się w stanie mobilizacji. Rolę iskry zapalnej odegrać mogla pogłoska o zamordowaniu mariawickiego kapłana, która sprowadziła do Strykowa grupę wojowniczo nastawionej młodzieży z Dobrej. Grupa ta napotkała na drodze powracających do Łodzi katolików i zaatakowała ich. Możliwe, że prowodyrem i głównym sprawcą zajścia był miejscowy zabijaka z Dobrej Czesław Mardziewski, opisany przez “Nowości Ilustrowane”, ale przypisanie mu wyłącznego sprawstwa, jak w “Dziele Wielkiego Miłosierdzia” (tekście późnym, wydanym po raz pierwszy w 1922 r.) również należy odrzucić.
Równie mało prawdopodobne wydaje się podjęcie akcji przez strażaków, bez żadnych oznak pożaru: płomieni, dymu. Przypuszczalnie zatem strażacy, rekrutujący się z mieszkańców miasteczka, byli czynnymi uczestnikami zajścia i napastnikami.
W użyciu była broń palna – mówią o tym wszystkie relacje. Strzały, ze strony katolickiej, nie uczyniły jednak mariawitom większych szkód. Źródła mariawickie mówią o kilku lekko rannych osobach.
Jak wspomniano wyżej, zajście najprawdopodobniej sprowokowała grupa mieszkańców Dobrej, która zaatakowała opuszczających miasteczko katolików. Przybysze, gdyby mieli taki zamiar i odpowiednią siłę, zapewne użyliby jej do przejęcia kościoła. W chwili ataku nie stanowili dla nikogo zagrożenia i zmierzali do swoich domów.
Biorąc pod uwagę powyższe ustalenia należy stwierdzić, że teksty mariawickie w istocie oczerniają niewinnie i w okrutny sposób zamordowanych mężczyzn, nazywając ich płatnymi mordercami.
Należy także wspomnieć, że zarówno w dyskursie naukowym, jak i publicystyce utrwalił się zgoła odmienny obraz tego zdarzenia, określanego jako “pogrom mariawitów w Strykowie”, co obrazują poniższe cytaty.
“W następstwie ogłoszenia wymienionej encykliki w 1906 r. doszło do wielu krwawych pogromów mariawitów, m.in. […] w Strykowie” (M.A.Michalski, B.Przedpełski, Posłowie do polskiego wydania książki Jerzego Pietrkiewicza Trzeci Adam, s. 382)
“To w Strykowie miała miejsce druga co do stopnia dramatyzmu bitwa wyznaniowa: na miejscowych mariawitów najechali rzymscy katolicy z Łodzi i pobliskich Skoszew. Szturm miejscowej gospody „U Sozlowej” zakończył się podpaleniem, mariawici ratowali się ucieczką na dach, z którego padły strzały w tłum, zginęło kilka osób” (A.Herman, Pojednanie w praktyce życia codziennego i jego uwarunkowania w społecznościach dwuwyznaniowych, w: J.Kurczewski, A.Herman (red.), Antagonizm i pojednanie w środowiskach wielokulturowych, Gdańsk 2012, s. 27).
“I to właśnie w Strykowie doszło do największych zamieszek zakończonych zabójstwami.
Na miejscowych mariawitów najechali rzymscy katolicy z Łodzi (robotnicy, między innymi z Widzewa) i pobliskich Skoszew. Szturm miejscowej gospody „U Sozlowej” zakończył się podpaleniem. Mariawici ratowali się ucieczką na dach, z którego padły strzały w tłum. Zginęło pięciu młodych mężczyzn, pochowano ich w Skoszewach, ponieważ mariawici nie pozwolili ich pochować w Strykowie” (Monika Czechowicz, wojna religijna w regionie łódzkim, blog Baedeker łódzki, https://baedekerlodz.blogspot.com)
Jak widać, powyższe opisy niewiele mają wspólnego z rzeczywistym przebiegiem zdarzenia. W 120. rocznicę tej tragedii przywróćmy zatem należną pamięć niewinnym ofiarom religijnego fanatyzmu.
Adam Szelfer
