Zimno, ciemno, mokro i ogólnie parszywie. Na dodatek co drugi kicha i prycha, ale wygrzać się i wyleczyć w domu jest dla cieniasów, lepiej iść do ludzi z gilem po pas, bo po co go trzymać całego dla siebie – trzeba podzielić się z otoczeniem. Najlepiej w pracy, w szkole, w autobusie… A potem wrócić do domu z poczuciem dobrze wykonanej misji i usiąść przed telewizorem z baterią gripexów, fervexów lub innych wariacji na temat paracetamolu.
A co ma zrobić ofiara takiej działalności? Opierniczyć? I tak nie dotrze. Grzecznie potuptać do apteki po zestaw reklamowanych specyfików na przeziębioną głowę, nogę, gardło? Można, tylko po co od razu faszerować się chemią, która co prawda zamaskuje objawy przeziębienia, ale przy okazji zafunduje masę skutków ubocznych.
Na początek witamina C, dużo witaminy C, która nie zawiera w składzie niepotrzebnych dodatków (czyli kwas askorbinowy). I kapusta kiszona. Ale kiszona, nie kwaszona octem i konserwantami. Do tego czosnek w wersji przeróżnej: pokrojony w kostkę na kanapce, dodany do sałatki, kiszony, pod postacią sosu czosnkowego. A że zapach taki intensywny? No trudno – Ty na mnie kaszlesz i kichasz, a ja Ci w zamian będe śmierdzieć.
Ciekawą opcją jest mikstura składająca się z miodu, soku z cytryny i pokrojonego czosnku. Nie wiem, czy ma jakąś oficjalną nazwę.

Pokrojony czosnek wrzuca się do słoika, zalewa miodem wymieszanym z sokiem z cytryny i odstawia. Gdy czosnek zmieni kolor na ciemny (z reguły po 2-3 tygodniach), mikstura jest gotowa. Zdarza się, że czosnek robi się niebieskawy, bo w momencie naruszenia integralności zębów, zawarte w nich enzymy i olejki eteryczne zaczynają reagować z kwasem (cytryna), co powoduje rozkład alliiny (odpowiadającej m.in. za ostry smak) tworzący czasem siarczki i siarczany, które z kolei tworzą pigmenty powodujące to dość dziwne zabarwienie.
Wszystkie składniki mikstury są naturalnymi konserwantami, więc całość się nie psuje i może spokojnie być przechowywana w temperaturze pokojowej przez czas nieokreślony.
Do tego herbatki z lipy, kopru włoskiego, malin, czarnego bzu, wrotyczu.
Lipa, oprócz działania moczopędnego, uspokajającego, ma również działanie napotne, przeciwwirusowe, łagodzi uporczywy kaszel (dzięki substancjom śluzowym). Ponadto zawiera witaminę C i rutynę – czyli to, co dodawane jest do aptecznych środków na przeziębienie.
Koper włoski, najbardziej znany ze swoich wiatropędnych właściwości, zawiera również garbniki działające antybakteryjnie.

Maliny działają przede wszystkim przeciwgorączkowo i napotnie. Obniżają ciśnienie krwi, łagodzą kaszel, a dzięki zawartości kwasu elagowego, posiadają również właściwości przeciwzapalnie.
Czarny bez działa napotnie, przeciwzapalnie, przeciwbakteryjnie. Również wyksztuśnie, więc nie pijemy go przez snem.
Wrotycz obecnie stosowany jest wyłącznie zewnętrznie jako środek antyseptyczny i przyspieszający gojenie się ran. Oficjalnie nie zaleca się go do picia z uwagi na zawartość tujonu będącego neurotoksyną – w dużych dawkach powoduje konwulsje, drżenie mięśniowe, stany napięcia i pobudzenie. Wiele ziół jest jednocześnie trucizną i lekarstwem – wszystko zależy od dawki. Tujon słabo rozpuszcza się w wodzie, więc pod postacią naparu nigdy mi nie zaszkodził, a świetnie działa przeciwgorączkowo, przeciwwirusowo i uspokajająco. Znacznie łatwiej zaszkodzić sobie pijąc nalewki wrotyczowe (tujon bardzo dobrze rozpuszcza się w alkoholu), ale… to jest tak obrzydliwe w smaku, że do picia się kompletnie nie nadaje. Ale jako okład na opryszczkę jak najbardziej. Kategorycznie nie wolno pić wrotyczu kobietom w ciąży z uwagi na ryzyko zrobienia krzywdy dziecku.

Nieocenione przy zwalczaniu przeziębienia są również produkty pszczele: odstana w wodzie pierzga wykazująca działanie immunostymulujące i bakteriobójcze oraz propolis działający przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, przeciwgrzybicznie i antybakteryjnie. Niestety preparaty sprzedawane w aptekach są małe, drogie i zawierają z reguły tylko 7% propolisu, więc najlepiej zrobić go sobie samodzielnie.
Potrzeba 100g kitu pszczelego, 500ml spirytusu i 400ml wódki. Kit pszczeli najpierw trzeba oczyścić, więc go zamrażamy, a następnie taki zamrożony kruszymy do miski (najlepiej szklanej) i zalewamy zimną wodą. Niezamrożony propolis jest lepki i plastyczny, więc z pokruszeniem byłoby ciężko. Jest również nierozpuszczalny w wodzie, więc wyławiamy go po wypłukaniu i oddzieleniu odprysków drewna i farby z ula. Suszymy, wrzucamy do słoika i zalewamy alkoholem. Po 4 tygodniach zlewamy do butelki. Leczniczo przy przeziębieniu 1 łyżka raz dziennie przez 3 dni.
A jeśli przez tydzień naturalne sposoby nie pomogą, to marsz do lekarza!
LIL
