Polska traci miliony obywateli – nie zawsze tylko w wyniku zmian kulturowych, ale również przez wewnętrzną politykę. Brak dostępnych mieszkań to nie problem rynku nieruchomości. To kryzys demograficzny, który już dziś określa, ile nas będzie jutro. Mądra polityka mieszkaniowa to nie socjalizm – to fundament odbudowy struktury demograficznej.

1,5–2 mln szacowany niedobór mieszkań w Polsce

75%polskich miast ma ujemne saldo migracji

33 mln prognoza ludności Polski do 2050 r.

Kiedy ekonomiści mówią o kryzysie demograficznym, sięgają po wskaźniki dzietności, tabele migracyjne i prognozy GUS. Rzadko jednak zadają fundamentalne pytanie: dlaczego młody człowiek rezygnuje z założenia rodziny? Odpowiedź jest często boleśnie prosta – bo nie ma gdzie mieszkać, nie ma gdzie założyć własnej rodziny. To wszystko dlatego, że koszt przyzwoitego lokum pochłania połowę pensji i zmusza do wyboru między ratą kredytu a myślą o dziecku. Nie mówimy już nawet o zakupie czy wybudowaniu domu za gotówkę.

Polska stoi w obliczu podwójnego kryzysu. Z jednej strony dramatycznie spada liczba urodzeń, z drugiej, kilka milionów obywateli na przestrzeni lat wyjechało za granicę, często nie z powodu braku patriotyzmu, lecz braku możliwości zakorzenienia się na własnej ziemi. Nie odbudujemy narodu programami prorodzinnymi, jeśli nie zapewnimy najpierw rodzinom stabilnego dachu nad głową. Mieszkanie to nie luksus – to fundament, bez którego wszystkie inne polityki publiczne działają w próżni. Mądra polityka mieszkaniowa to krok w stronę zwiększenia liczby urodzeń.

Lukier na torcie bez mąki

W minionych latach Polska próbowała odpowiadać na kryzys mieszkaniowy kolejnymi programami dopłat do kredytów. Każdy z nich działał na tej samej zasadzie: dodatkowy popyt przy niezmienionej podaży windował ceny nieruchomości jeszcze wyżej. Kiedy program wygasał, rynek wracał do punktu wyjścia, a na rynku zostawały nieco droższe mieszkania i rozczarowani wnioskodawcy. Programy popytowe są jak cukrowe zastrzyki w chorobie strukturalnej, przynoszą chwilową ulgę, lecz nie leczą przyczyn.

Tymczasem prawdziwy problem leży po stronie podaży. W Polsce brakuje od 1,5 do 2 milionów mieszkań, zależnie od metodologii. Ceny w latach 2015–2025 wzrosły średnio o ponad 70%, podczas gdy płace – jedynie o 45%. W największych miastach metr kwadratowy kosztuje równowartość półtorej do dwóch średnich pensji netto. Coraz częściej natomiast na rynek wchodzą zagraniczne fundusze instytucjonalne, wykupując całe bloki od deweloperów – konkurując z polskimi rodzinami o każdy wolny lokal.

Gdzie mieszkasz, tam żyjesz i płacisz podatki

Dramat demograficzny nie rozgrywa się jednakowo w całym kraju. Warszawa, Kraków czy Wrocław przyciągają ludność z całej Polski i z zagranicy. To metropolie działają jak odkurzacze demograficzne – wciągają młodych z Białej Rawskiej, Łowicza itp. osłabiając tamtejsze gminy. Duże miasta rozwijają się dzięki demograficznemu pasożytnictwu.

Tymczasem małe i średnie miejscowości poza aglomeracjami stoją przed widmem depopulacji sięgającej 40% w ciągu kilku dekad. Już dziś 75% polskich miast ma ujemne saldo migracji. Kiedy odpływa młode pokolenie, za nim idą szkoły, lekarze, sklepy i lokalne firmy. Samorządy tracą wpływy podatkowe, infrastruktura starzeje się bez remontów, a całe obszary wchodzą w spiralę regresu, z której trudno się wydostać. Nie jest to fatalizm – to konkretny mechanizm, który można przerwać.

Jednym z narzędzi, które mają realne szanse ten mechanizm zatrzymać, są Społeczne Inicjatywy Mieszkaniowe – program budownictwa czynszowego, który w Polsce działa od 2021 roku. SIM-y budują mieszkania na wynajem po cenach znacznie poniżej rynkowych, przeznaczone dla osób zbyt zamożnych na mieszkanie komunalne, lecz zbyt biednych na kredyt hipoteczny. Jest ich dziś pięćdziesiąt, zrzeszają setki gmin, a ich inwestycje obejmują gminy całego kraju.

SIM-y: pomysł dobry, system do naprawy

Teoria jest przekonująca. Jeśli młoda para z gminy Jeżów koło Łodzi może wynająć nowe mieszkanie za 20-25 zł za metr kwadratowy – zamiast płacić dwukrotnie więcej za wynajem w samej Łodzi – to być może zostanie kalkulując, że warto jest zaoszczędzić 1500 zł i dojeżdżać 40 min dłużej. Zostanie, zapłaci podatki w rodzinnej gminie, pośle dzieci do lokalnej szkoły, może założy działalność. Gmina zyska mieszkańców i dochody, zamiast tracić kolejne rodziny na rzecz metropolii.

Praktyka jest bardziej skomplikowana. Program SIM zmaga się z poważnymi problemami strukturalnymi: brakiem gwarantowanego finansowania, biurokracją, rozdrobnieniem spółek i przepisami, które nawzajem sobie przeczą. Spółki powołane za zgodą Ministerstwa Rozwoju i Technologii muszą teraz konkurować między sobą o środki z jednego Banku Gospodarstwa Krajowego.

Krajowy Zasób Nieruchomości, który miał być bankiem gruntów i oparciem dla SIM-ów, bywa spętany biurokracją i nie zawsze działa tak jak powinien.

Kluczowe problemy programu SIM

  • Brak zagwarantowanego, stabilnego finansowania inwestycji
  • Rozdrobnienie spółek – zbyt mały wolumen mieszkań, słaba pozycja negocjacyjna
  • Sprzeczne przepisy trzech ustaw regulujących nabór najemców
  • Nieproporcjonalne uprawnienia KZN wobec samorządów – mały udział kapitałowy, duża władza
  • Brak ujednolicenia zasad rekrutacji najemców między gminami
  • Komplikacje przy zabezpieczeniu kredytów dla nowych spółek traktowanych jak start-upy

Co trzeba zmienić

Naprawa systemu jest możliwa, choć wymaga woli politycznej ponad podziałami partyjnymi. Po pierwsze, polityka mieszkaniowa musi mieć jednego właściciela decyzyjnego, jedno ministerstwo odpowiedzialne jednocześnie za tworzenie prawa, finansowanie i nadzór. Dziś kompetencje są rozbite między resorty, a żaden organ nie ponosi pełnej odpowiedzialności za efekt końcowy.

Po drugie, SIM-y potrzebują stabilnego, przewidywalnego strumienia finansowania – nie corocznego konkurowania o środki na listach rankingowych banku państwowego. Skoro państwo wyraziło zgodę na powołanie tych spółek i zobowiązało je do realizacji inwestycji, powinno zapewnić im środki na ich wykonanie. Alternatywą mogłoby być wprowadzenie stałego funduszu celowego zasilanego choćby z części podatku VAT od materiałów budowlanych, czy możliwość emisji obligacji gwarantowanych przez Skarb Państwa.

Po trzecie, konieczna jest reforma zasad wykupu mieszkań. Dziś najemca, który przez 25 lat płacił czynsz obejmujący ratę kredytu, przy ewentualnym wykupie płaci ponownie – według ceny rynkowej, bez uwzględnienia już spłaconych kosztów. To mechanizm niesprawiedliwy i demotywujący, który może zniechęcić do programu właśnie tych, których najbardziej chcemy zatrzymać: młodych ludzi z małych miejscowości planujących tam dorosłe życie.

Pustostany, repatrianci i fundusz spekulacyjny

Polska potrzebuje jednak nie tylko reformy SIM-ów, lecz kompleksowego podejścia do polityki mieszkaniowej. Jednym z nieoczywistych zasobów jest ogromna liczba pustostanów – szacuje się, że do 2045 roku może ich być nawet 3,6 miliona. Znaczna część to obiekty w małych i średnich miastach, wymagające remontu, lecz nadające się do zamieszkania po modernizacji. Narodowy Program Rewitalizacji Zasobu Mieszkaniowego, który systemowo włączyłby te budynki w obieg, mógłby stworzyć tanią ofertę mieszkaniową tam, gdzie rynek komercyjny nigdy nie dotrze.

Osobnym, dramatycznie zaniedbanym tematem jest przyciąganie Polaków z emigracji. Miliony rodaków wyjechały nie z powodu braku miłości do ojczyzny, lecz braku perspektyw. Wielu z nich chciałoby wrócić, gdyby miało gdzie mieszkać. Premia punktowa w naborach SIM dla Polaków powracających po co najmniej trzech latach za granicą to niski koszt dla systemu, ale sygnał wysokich tonów: Polska czeka na swoich.

Powinniśmy również zacząć dyskusję o ochronie rynku przed zagranicznymi funduszami instytucjonalnymi. W krajach takich jak Dania, Holandia czy Kanada wprowadzono mechanizmy ograniczające hurtowe wykupy mieszkań przez podmioty o charakterze spekulacyjnym. Polska powinna iść podobną ścieżką. Mieszkanie nie może być instrumentem globalnego kapitału, ale powinno służyć polskim rodzinom.

Mieszkanie jako akt państwowy

W debacie publicznej polityka mieszkaniowa wciąż bywa traktowana jak branżowy temat dla specjalistów od nieruchomości. To błąd i to błąd kosztowny. Dostępność mieszkań to kwestia strategiczna: wpływa na decyzje o rodzicielstwie, na migrację wewnętrzną, na stabilność gmin i na zdolność państwa do utrzymania zaludnionych, funkcjonujących wspólnot lokalnych w całym kraju.

Nie istnieje jeden cudowny środek na kryzys demograficzny. Ale nie istnieje też żaden scenariusz demograficznej odbudowy, który pomija mieszkalnictwo. Dobrze zaprojektowana, systemowo finansowana, uczciwa wobec lokatorów polityka mieszkaniowa może nie rozwiązać wszystkich problemów, ale bez niej żaden inny instrument nie zadziała wystarczająco dobrze.

Budowanie dostępnych mieszkań w małych miastach to nie koszt. To inwestycja w to, żebyśmy za 30 lat wciąż mieli kraj zamieszkały przez Polaków, nie przez statystykę pustostanów. To inwestycja w zrównoważy rozwój całego kraju, a nie tylko Warszawy. Budownictwo społeczne to nie rozdawnictwo czy budownictwo komunalne, to uczciwy program mieszkaniowy na rynkowych warunkach omijający zarobek komercyjnych zagranicznych banków.

Jak ważny jest własny kąt przy decyzji o założeniu rodziny, wiedzą tylko Ci, którzy go nie mają. Ciężko jest to zrozumieć politykowi stanowiącemu prawo, który nie musi dzielić domu z rodzicami, albo nie musi wydawać połowy pensji na jego wynajem.

Tomasz Bartosiak