Przedświąteczny tydzień w tym roku nie obdarza nas atmosferą radosnego oczekiwania na przyjście na świat Syna Bożego. Jest to raczej stan napięcia i konfliktu, na pograniczu wojny domowej. Jednym z wydarzeń potęgujących ten nastrój jest wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie, skazujący byłego szefa CBA Mariusza Kamińskiego i jego ówczesnego zastępcę Macieja Wąsika na dwa lata pozbawienia wolności, a dwóch innych funkcjonariuszy tej służby – na karę roku pozbawienia wolności. Sprawa jest wielowymiarowa, wielowątkowa i nieoczywista. Pod znakiem zapytania stoi choćby kompetencja sądu, a także konsekwencje wyroku, w kontekście wcześniejszego ułaskawienia skazanych przez Prezydenta RP. Są to sprawy skomplikowane, przynależne materii prawa konstytucyjnego, których nie czuję się na siłach rozstrzygać.
Jeżeli jednak zapytamy przeciętnego Polaka: za co skazano Kamińskiego i Wąsika, to w zależności od politycznych sympatii odpowie, że są oni narodowymi bohaterami skazanymi za walkę z korupcją, lub przekraczającymi swoje uprawnienia urzędnikami stosującymi nielegalne metody operacyjne. Pierwszy z poglądów reprezentują oczywiście zwolennicy PiS, a wzmocnił ów przekaz sam Prezydent RP, który 20 grudnia, w wywiadzie dla Radia ZET , stwierdził: „Panowie zostali skazani wyłącznie za to, że walczyli z korupcją” (cytuję za portalem „W Polityce”).
Warto zatem przeanalizować czyn, za który wymierzono tak wysoką karę. Sprawa toczyła się z wyłączeniem jawności, zatem jej szczegóły pozostają nieznane, ale szereg informacji dotarła do opinii publicznej i pozwala analizy takiej dokonać. Ważnym źródłem w tym zakresie jest np. wyrok Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia z 28.09.2015 r., który wydał osławiony sędzia Łączewski, dostępny w Systemie Analizy Orzeczeń Sądowych. Sąd okręgowy wydając obecny wyrok zaakceptował wszystkie ustalenia dokonane w tamtym procesie.
Wypada zacząć od specyfiki CBA. Jest to służba uprawniona do prowadzenia czynności operacyjno-rozpoznawczych, zwanych potocznie pracą operacyjną. Mają one na celu rozpoznawanie, zapobieganie i wykrywanie przestępstw, których zwalczanie jest w kompetencji tej instytucji, czyli szeroko rozumianej korupcji. Najpowszechniejszą formą czynności operacyjnych jest praca z agenturą, czyli osobowymi źródłami informacji, a także kontrola operacyjna, którą najczęściej jest podsłuch. Jak wszystkie służby uprawnione do pracy operacyjnej, ma też CBA prawo do posługiwania się fałszywymi dokumentami oraz ich wytwarzania. Właśnie to uprawnienie stało się kanwą wyroku.
Sporządzanie i posługiwanie się podrobionymi, fałszywymi dokumentami jest przestępstwem. Dlatego w ustawach regulujących pracę służb znajdują się tzw. kontratypy, czyli przepisy wyłączające bezprawność takich działań. W ustawie o CBA kluczowy jest art. 24, który upoważnia służbę do wytwarzania i posługiwania się „fałszywkami” oraz wyłącza bezprawność takich czynności.
Choć we współczesnych realiach, dla skutecznej walki z coraz bardziej wyrafinowaną przestępczością, takie uprawnienia dla służb wydają się niezbędne, to nie przestają być one jednak kontrowersyjne. Powinny być zatem stosowane ściśle według reguł prawa i nie nadużywane. Korzystające ze swych uprawnień służby nie mogą w ramach swoich działań np. nakłaniać lub prowokować do popełniania przestępstw, czy stosować innych pozaprawnych metod i środków. Nie mogą, kolokwialnie mówiąc, kreować przestępstwa, podżegać do niego, a następnie za nie zamykać.
Powstałe w końcu lipca 2006 r. CBA już w kilka tygodni później wszczęło operację znaną dzisiaj, jako „afera gruntowa”. Celem działań był ówczesny wicepremier Andrzej Lepper, a ich kanwą odrolnienie, za łapówkę, atrakcyjnie położonej działki. Do skutecznego przeprowadzenia operacji niezbędne były fałszywe dokumenty. Tymczasem, pomimo posiadanych z mocy wspomnianego art. 24 ustawy o CBA uprawnień, służba nie mogła ich wytworzyć. Nie zostało bowiem wydane zarządzenie premiera mające szczegółowo regulować tryb wydawania i posługiwania się takimi dokumentami przez funkcjonariuszy biura.
Z tej prawnej przeszkody szefostwo służby zdawało sobie sprawę. Wskazywał na nią Komendant Główny Policji, do którego zwrócono się o pomoc w wytworzeniu dokumentów, wskazywała na to także opinia prawna sporządzona przez prof. Krystynę Pawłowicz (tak, tak, tę prof. Pawłowicz, dziś sędzię TK). Pomimo tego, dokumenty wykonano i użyto ich w omawianej sprawie. Dodatkowo, użyto niezgodnie z prawem. Ustawa stanowi bowiem, że służba może posługiwać się fałszywymi dokumentami do ochrony danych swoich funkcjonariuszy oraz ochrony środków i metod realizacji zadań. Innymi słowy mogą to być fałszywe tożsamości, fałszywe dane identyfikujące pojazd, lokal itp. Tymczasem w sprawie wytworzono cały szereg dokumentów nie spełniających tego kryterium, dokumentów, które kreowały fałszywą rzeczywistość. Była to nieprawdziwa korespondencja pomiędzy organami gminy, na terenie której znajdować się miała rzekoma atrakcyjna nieruchomość, a Ministerstwem Rolnictwa i innymi instytucjami. Wytworzenie takich materiałów nie mieści się w ramach określonego w ustawie kontratypu. Jest więc przestępstwem.
Podsumowując, stwierdzić należy, że nie mając ostatecznie ukształtowanej sytuacji prawnej (brak aktu wykonawczego do ustawy) kierownictwo CBA podjęło działania, do których wówczas nie miało podstaw prawnych. Podjęło je w zakresie, do którego nie upoważniały nawet istniejące wówczas przepisy. Uznano, że cel, którym jest walka z korupcją, uświęca środki, nawet jeśli są pozaprawne. Funkcjonariusze z pełną świadomością i, być może poczuciem bezkarności, przekroczyli swoje uprawnienia i za to zostali ukarani.
Jest istotne, by organy państwa posiadające tak rozległe i głęboko ingerujące w prywatność uprawnienia używały ich w sposób w najwyższym stopniu zgodny z prawem. Niedopuszczalne jest naginanie i przekraczanie posiadanych uprawnień. Jakakolwiek swoboda w tym zakresie i brak kontroli mogą prowadzić do nadużyć, których ofiarą może stać się każdy obywatel.
Możemy dyskutować, czy wydany w tej sprawie wyrok nie jest zbyt surowy, czy sąd nie powinien zastosować zawieszenia kary, ale odpowiadając na tytułowe pytanie, nie sposób zgodzić się z Prezydentem. Kamiński i Wąsik nie zostali skazani za walkę z korupcją, lecz za stosowanie w tej walce bezprawnych metod. Nawet do walki z przestępczością państwo nie może stosować środków bezprawnych lub prawnie wątpliwych. Jeśli nie będzie się temu przeciwdziałać, to łatwo sobie wyobrazić stosowanie wobec obywateli prowokacji, podżegania, a z czasem może i tortur.
Adam Szelfer
